- "Pewna kobieta zaprowadziła swego syna do Mahatmy Gandhiego. Ten zapytał się czego sobie życzy. - Chciałabym, żebyś oduczył go jeść cukier - odpowiedziała kobieta. - Przyprowadź chłopaka za dwa tygodnie - odpowiedział Gandhi. Po dwóch tygodniach kobieta wraca z synem. Gandhi zwrócił się do chłopca i powiedział mu: -Przestań jeść cukier. Kobieta spojrzała na niego zdumiona i zapytała: - Dlaczego musiały minąć dwa tygodnie, żebyś mu to powiedział? - Dwa tygodnie temu ja sam jadłem cukier - odrzekł na to Gandhi.
znalezione w sieci
Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia, nie znana tęsknota za spełnieniem się w innych rolach, smakowanie ciała i duszy jeszcze nie poznanej. Odkrywać trzeba do końca.
— Barbara Rosiek
— Barbara Rosiek
wtorek, 30 sierpnia 2011
Wszystko należy zaczynać od siebie...
niedziela, 28 sierpnia 2011
Wszystko płynie czyli zmiany...
Dziś będzie o karcie z tarota Osho.
Karta zatytułowana Zmiana jest Dużym Arkanem nr X, inaczej Kołem Fortuny. Ciągła, płynna, zmienność istniejąca w świecie, w którym u podstaw wszystkiego jest właśnie ciągłość procesów i zmian ciągle przebiegających- bez końca. Fundamentem istnienia w ogóle, istnienia wszystkiego jest nieprzemijające ciągłe płynięcie. Płynięcie implikujące zmienność. Była to powszechnie uznawana teoria charakteryzująca filozofię przed nadejściem myśli Sokratesa. Heraklit dowodził permanentnej obecności w świecie stałości oraz spójności wszystkiego wyróżniającej się potrzebą zmian- wszystko przecież płynie. Rozpoznawał i uznawał potrzebę istnienia sprzeczności-widział ją u podłoża wszystkich zachodzących procesów i zjawisk. To jako pierwszy właśnie Heraklit użył pojęcia logos, czyli wszechobecnego prawa- prawa rozumnego, które kieruje wszystkimi w istocie zmiennymi procesami.
Wszechświat to nieustanny ruch odbywający się w chwili zero. Wszystkie formy energetyczne tańczą w nieustannym tańcu zmienny. Nic w tym wszechświecie nie jest stałe. Wszystko jest procesem zmiany. Wszystkie rzeczy, które wydają się względnie stałe, ulegną prędzej czy później zmianie. Nawet najtwardsza materia zmienia się i ulega transformacji. Jest to nieustanny proces energetyczny, który ciągle się rozwija.
Umysł człowieka jest systemem zachowawczym. Za każdym razem próbuje utrzymać to, co już ma. Jest niechętny do zmiany. Każda zmiana wywołuje ruch, któremu umysł się opiera. Dlatego ego walczy z rzeczywistością. To przynosi pewnego rodzaju cierpienie. Każde przywiązanie jest niekorzystne, ponieważ sprawia ból w momencie utraty. Taki moment jest naturalny. Wszechświat jest jednym wielkim procesem transformacji, niemożliwe jest zatrzymanie ruchu. Jednak umysł sprawia cierpienie, kiedy traci rzeczy do których jest przywiązany.
Jesteśmy wszyscy; nawet siedząc we własnym fotelu w ciągłym ruchu, w gonitwie do miejsca w nas, do ciszy i zmiany, która czeka na odkrycie, nigdy nie stajemy w miejscu, nie zatrzymujemy się nawet na sekundę; kosmos nie może na nas czekać, życie aż do zwieńczenia nie zna stopów, ani pauz.
Mieszkają w nas tysiące ludzi, którzy byli przed nami; setki twarzy czekających na swoje pięć minut; oblicza czarne i białe, smutne, radosne, egzaltowane i nieobecne.
Nasze życiowe doświadczenia przybierają przeróżne formy, czasem są wyzwaniami stawianymi wprost, czasem życie delikatnie nas popycha w jakimś kierunku, a czasem…czasem wszystko trzęsie się, zmienia, wymyka spod kontroli i poddajemy w wątpliwość jakąkolwiek sensowność danych wydarzeń. Mamy poczucie, że to zbyt wiele jak na jednego człowieka, pojawia się lęk. Życie jest ciągłą zmianą, jest falą. Są przypływy i odpływy. Cykliczność jest częścią natury. Gorsze momenty są wpisane w ludzki los na tej planecie. Życiowe dołki to część naszego planu. Nie da się ich uniknąć. Mówi się, że tylko ten, kto nic nie robi, nie popełnia błędów. Nieprawda! Nic nie robiąc nie chronimy się przed błędami. One znajdą nas wszędzie. Błędy są częścią naszego żywota. Są nieuchronne. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę i damy sobie prawo do ich popełniania, tym szybciej uwolnimy się, od poczucia winy. Tym szybciej też odblokujemy zasoby energetyczne, które konsumuje ciągła ucieczka przed błędami i usprawiedliwianie swoich potknięć. Przyznać się do porażki i uśmiechnąć się do siebie pokonanej, nieudolnej, nieporadnej - to prawdziwa sztuka. I to czyni nas wielkimi, to zmienia każdą klęskę w cenne doświadczenie.Każdy z nas rodzi się w konsekwencji, czego umiera. To niebywałe, że pierwsze wydarzenie w naszym życiu zwiastuje to ostatnie, że są one tak daleko a zarazem tak blisko. Wszystko z prochu powstaje i w proch się obraca. Ludzkie życie to wielki dar, jednak przerażające to jak kruchy.
Po dniach złych przychodza dni dobre, raz się darzy a raz nie, fortuna kołem się toczy .. itp... wiele jest powiedzeń które możemy odnieść do naszej sytuacji. Każde z nich mówi o zmienności losu. Każdy ma swoją historię. Raz lepszą, raz gorszą. Raz dłuższą, raz krótszą. Raz ciekawszą, a raz nudniejszą. Moja historia jest jeszcze niedokończona. Jeszcze żyję i chcę żyć dalej. A los pisze moją historię. A więc kiedy wypadnie nam ta karta w odpowiedzi na jakieś pytanie musimy przyjąć do wiadomości, że nic nie jest przesądzone a wydarzenia, które będą miały miejsce mogą nas zaskoczyć.
Po dniach złych przychodza dni dobre, raz się darzy a raz nie, fortuna kołem się toczy .. itp... wiele jest powiedzeń które możemy odnieść do naszej sytuacji. Każde z nich mówi o zmienności losu. Każdy ma swoją historię. Raz lepszą, raz gorszą. Raz dłuższą, raz krótszą. Raz ciekawszą, a raz nudniejszą. Moja historia jest jeszcze niedokończona. Jeszcze żyję i chcę żyć dalej. A los pisze moją historię. A więc kiedy wypadnie nam ta karta w odpowiedzi na jakieś pytanie musimy przyjąć do wiadomości, że nic nie jest przesądzone a wydarzenia, które będą miały miejsce mogą nas zaskoczyć.
sobota, 27 sierpnia 2011
Będzie to chaotyczny wpis...
„Gdyby szaleństwo podlegało naukowej analizie, nie byłoby szaleństwem, nie sądzisz? - spytał. - W szaleństwie najistotniejszy jest czynnik chaosu powodujący, iż nie wiemy, czego się spodziewać po człowieku dotkniętym amokiem. (...) Szaleństwo nie podlega normom i regułom, gdyż z samej swej istoty jest zaprzeczeniem naturalnego porządku.”
Jacek Piekara
Mam prawdopodobnie nawrót choroby. Czuję się dziwnie, szaleństwo przeplata się tu z normalnością. Własciwie co chwilę płaczę bez powodu i mam mysli samobójcze. Mam uczucie drętwienia głowy, puchnięcia twarzy, ochotę na wymioty... Czuję lęk przed czymś strasznym ,ale nieokreślonym. Czytam systematycznie Wasze blogi, ale nie jestem w stanie ich komentować, nie mam sił odpowiadać na komentarze. Uczynienie tego wpisu jest dla mnie nie lada wyczynem i mobilizacją energii. Dziś nie jestem w stanie wyjść z domu, mam wrażenie, że na zewnątrz umrę, coś mnie zaatakuje, zemdleje, no nie wiem. Psy zaraz wyprowadzi tato. On twierdzi, że za duzo czytam i to mąci mi w głowie, lol. Zaczęło się to wszystko w środę, myślałam, że zamorduję Patrycję. Ledwo powstrzymywałam wściekłość na jej kaprysy i ciągły płacz. Następnego dnia okazało się, że dziecko miało 40 stopni gorączki. To wywołało u mnie ogromne poczucie winy. W środę wieczorem czułam się paskudnie i wyłam. W czwartek rano ledwie powstrzymywałam płacz przy dzieciach, czułam, że coś dusi mnie za gardło. Zrobię małą retrospekcję i powrócę do niedzieli wieczór. Przywieziono do mojej mamy Maksa. Nie mają co z nim zrobić i ulokowali go u nas. W poniedziałek skoro świt wydarłam kapcie do Patrychy. Po powrocie do domu rodziców, mama mdlała i ledwo żyła, tak bardzo nie miała sił zajmować sie Maksem. Starałam się ją wyręczać, choć czułam wewnętrzny bunt. Wtorek przebiegł podobnie, wieczorem padłam ze zmeczenia. Nastała powyżej wspomniana środa. W czwartek Mak nocował już w swoim domu, toteż około godziny 8 00 dołączyła do nas moja mama, celem sprawowania nad moim siostrzeńcem opieki. Ja byłam ledwie żywa, właściwie tylko ryczałam i czułam, że nie jestem w stanie nic robić. Akurat tego dnia miałam wizytę u psychiatry. Doktor się załamał, wyczerpały mu się pomysły, na to jakie leki mi już zapisać, chciał mnie skierowac do szpitala, ale odmówiłam. Zapisał mi więc lit. Jeszcze nie zrealizowałam recepty, bo boję się przytycia. po powrocie do mieszkania siostry, dostałam ataku płaczu. Mama siłą wygnała mnie na spotkanie z terapeutką, bo nie chciałam wyjść. Psycholog wytłumaczyła mi czym spowodowane jest moje samopoczucie. Tym, że musiałam się opiekować bez swojej zgody (n ikt mnie o to nie prosił) Maksem, Patrycją i mamą jednocześnie, że mam żal do siostry, że ona tylko wymaga, a nie daje n ic w zamian, chce tylko ciągłej pomocy od nas, a uważa dom rodziców za patologivzny, a o mnie mówi jako o neurotyczce (że też nie boi się zostawiac dzieci takim ludziom ja my), że jestem wszystkim potrzebna jedynie jako narzędzie do zaspakajania ich potrzeb, a moje emocje nikogo nie interesują. Nikt się dobrowolnie o mnie nie troszczy, dlatego chorobą wymuszam ludzkie zainteresowanie. I takie tam, podobne klimaty... Na resztę dnia choroba zniknęła, jak ręką odjął. Następnego dnia z aktywnością i zaangażowaniem opiekowałam się dziećmi. Dziś od rana mam obniżony nastrój, ciągle płaczę, klika mi w uszach i mam objawy somatyczne choroby. I tak to wygląda... Tak więc płaczę i czytam o Bin Ladenie. I znowu płaczę, ponieważ nie mogę nic zrobić aby taka krzywda nie działa się już więcej dzieciom, kobietom i zwierzętom. A różne pokroju fanatycy i psychopaci, często w imię wydumanych religii i ideałów kosztem innych, bezbronnych istot, realizują swoje wynaturzone potrzeby. Bolo mnie tez strasznie fakt, iz nie ma wokół mnie żadnych pokrewnych dusz. Jeden kolega okazał się jeszcze większym frustratem, egocentrykiem i nietolerancyjnym narcyzem niż jestem ja sama. Drugi ma poziom intelektualn rozwielitki, co doprowadza mnie do szału i uniemozliwia pozbawiony agresji słownej z mojej strony kontakt z nim. Innych znajomyc nie posiadam. Moja siostra, po przeprowadzeniu z nią asertywnhych rozmów, na temat niemożliwości bycia bliskim osobami (znaczy ja i ona) wzrusza ramionami i mówi: cóż na to poradzę, iż nie mam takiej takiej potrzeby ... Mama twierdzi, iż moja potrzeba rozmów z osobami o przeciętnej inteligencji, chcących wykazać się ampatią w stosunku do mnie, to marzenie ściętej głowy i zbyt duże wymagania. Toteż za przyjaciela i rozmówcę, który przenosi mnie w świat przygód i intelektualnych rozważa pozostaje mi książka, film i blogi. To dziś pobudziło mą skołowaną duszę do ciekawych refleksji, więc polecam:
http://ideasbyrenya.blox.pl/2011/08/Etyka-w-dzialaniu.html
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
niedziela, 21 sierpnia 2011
piątek, 19 sierpnia 2011
Wakacje z Maksem, przygoda nr 1.
Na świadectwach, wzbici w radość, odlecieli uczniowie,drży powietrze po ich śmigłym zniku. Wakacje, panie profesorze! |
| Julian Przyboś |
Moje aktrakcje letnie były skromne. Zwiedziałam z Maksiem SOŁDKA...
"Sołdek" to pierwszy oddany do eksploatacji w historii polskiego przemysłu stoczniowego statek pełnomorski, który został zaprojektowany przez zespół polskich konstruktorów pod kierunkiem mgr inż. Henryka Giełdzika, i zbudowany w utworzonej 19 X 1947 roku Stoczni Gdańskiej.
Stępkę pod prototypowy rudowęglowiec typu B-30 położono 3 kwietnia 1948 roku na pochylni A 2. Po oficjalnych przemówieniach miejsce budowy poświęcił proboszcz parafii św. Jakuba, po czym pierwszy nit w elementy konstrukcyjne wbił ówczesny minister żeglugi - Adam Rapacki. W ciągu tygodnia pracy montowano przeciętnie 45 ton elementów ze stali okrętowej. Do budowy rudowęglowca zużyto około 300 tys. nitów, ich ciężar wyniósł około 6% ciężaru całego kadłuba. Statek zwodowano 6 listopada 1948 r. Zgodnie z wcześniejszymi decyzjami jednostka miała nosić nazwisko przodującego stoczniowca. Był nim traser Stanisław Sołdek. Matką chrzestną została jego żona Helena. 21 października 1949 r. "Sołdek" pod dowództwem kpt. ż.w. Zbigniewa Rybiańskiego udał się w swój pierwszy rejs do Szczecina, gdzie 25 października 1949 r. miało miejsce uroczyste podniesienie bandery. Do 2 stycznia 1981 r. "Sołdek" odbył 1479 podróży morskich. W ciągu 31 lat eksploatacji statek przewiózł ponad 3,5 miliona ton ładunku i zawinął do ponad 60 portów.
Stępkę pod prototypowy rudowęglowiec typu B-30 położono 3 kwietnia 1948 roku na pochylni A 2. Po oficjalnych przemówieniach miejsce budowy poświęcił proboszcz parafii św. Jakuba, po czym pierwszy nit w elementy konstrukcyjne wbił ówczesny minister żeglugi - Adam Rapacki. W ciągu tygodnia pracy montowano przeciętnie 45 ton elementów ze stali okrętowej. Do budowy rudowęglowca zużyto około 300 tys. nitów, ich ciężar wyniósł około 6% ciężaru całego kadłuba. Statek zwodowano 6 listopada 1948 r. Zgodnie z wcześniejszymi decyzjami jednostka miała nosić nazwisko przodującego stoczniowca. Był nim traser Stanisław Sołdek. Matką chrzestną została jego żona Helena. 21 października 1949 r. "Sołdek" pod dowództwem kpt. ż.w. Zbigniewa Rybiańskiego udał się w swój pierwszy rejs do Szczecina, gdzie 25 października 1949 r. miało miejsce uroczyste podniesienie bandery. Do 2 stycznia 1981 r. "Sołdek" odbył 1479 podróży morskich. W ciągu 31 lat eksploatacji statek przewiózł ponad 3,5 miliona ton ładunku i zawinął do ponad 60 portów.
czwartek, 18 sierpnia 2011
Relacje...
Emil Cioran
Czuję wielką potrzebę zerwania z wieloma ludźmi, przede wszystkim z przyjaciółmi; potem rezygnuję - czas się tym zajmie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






