Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia, nie znana tęsknota za spełnieniem się w innych rolach, smakowanie ciała i duszy jeszcze nie poznanej. Odkrywać trzeba do końca.
— Barbara Rosiek

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 grudnia 2011

Mam wznowę?

Ciało jest albo beznadziejnie głupie, albo nieskończenie mądre – tak czy inaczej, oszczędzono mu katuszy myślenia, wie tylko, jak trwać i walczyć, dopóki może. [...]. Chce żyć.
S.King

Kiedyś, w 2001, a potem 2007 miałam nieciekawe  i rzadko spotykane schorzenie - guza oczodołu. Strasznie się denerwowałam jaki charakter ma ta zmiana, miałam niesamowite korowody z lekarzami, badaniami, a potem operacjami, były też koszty finansowe związane z leczeniem, a na koniec jeszcze powieka mi się nie chciała podnieść. Dwa razy przeżyłam ten koszmar, na szczęście zmiana okazała się być torbielą bez cech nowowtworowych. Od tygodnia boli mnie znów to samo miejsce i mam wrażenie, że robi się tam gulka. Byłam już u okulisty, który pracuje w akademii (zawsze mnie tam operowano i trza się nastawić na zabieg znów), robiłam usg, teraz mam mieć rezonans oczodołów. Na razie zmiany nie widzi lekarz, nie wyszło nic na usg, ale to nic nie znaczy jeszcze. Trochę dały mi te badania po kieszeni (80 zł- wizyta, 80 zł - usg, rezonans- 650 zł), ale ja nie zamierzam czekać wieczność na nfz, wcześniej umrę albo wykończę się psychicznie. Na coś człowiek przecież musi pieniądze wydawać. Mama mowi, że jestem hipochonryczką, ale ma to i dobrą stronę. Dzięki temu wyszłam obronną ręką z alkoholizmu. Miałam kilkakrotnie wszywany esperal, wielu alkoholików po prostu "zapija go", mimo grożby utraty życia, ja tam obawiam się o siebie, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Na razie strasznie się denerwuję i czekam...
Co poza tym? Ano, widziałam się z opisywaną niegdyś Edytką... Ma już dziewczyna 18 lat. Wyszła nieźle z ostatnich sytuacji krytycznych. Mianowicie pojechała do Dani jako opiekun cioci chorej na raka. Jest tam oficjalnie zatrudniona i zarabia 6.000 zł miesięcznie. Kupiła sobie mnóstwo rzeczy: ubrań, sprzętów... Palnuje iść na prawko i kupić furkę. Super wygląda, włoski ma zrobione, makijaż, ładnie ubrana. Nie odchudza się już, rozśmieszyła mnie, bo zjadła zestaw w McDonaldzie, porcję szarlotki oraz kawę z bitą śmietaną i lodami. Nie ma na razie problemu bo figurę ma modelki. Przechodzi jednak ogromny stres psychiczny i fizyczny. Ciocia jest w IV stadium raka, cierpi na depresję, Edytka robi wszystko w domu:gotuje, pierze sprząta... Palnuje zostać w dani i skończyć tam szkołę, a potem podjąć pracę. Cieszę się, że tak jej się w życiu ułożyło.
Mój "odwieczny" internetowy znajomy jest chyba dla mnie taki ważny, ponieważ jest jakby synonimem mojego taty dla mnie. Tyle widzę w nim jego cech, które mnie drażnią. Teraz jest na mnie obrażony i nie odzywa się... Nigdy pierwszy nie wyciągnął reki do zgody, zawsze ja, identycznie jak mój ojciec...
Moja "ukochana pisarka", która obiecała spotkać się po 15 grudnia, napisała, że jest chora... Szok...
Ponadto miałam "randkę z portalu internetowego" . Pan przyszedł z plamą na swetrze i brudnymi paznokciami, sama zapłaciłam za swą kawę. Ponadto jest w separacji, nie ma rozwodu, dwie małe córcie i ciągle narzeka na swoją sytuację materialną. Kiedy napisałam mu w esie, że jestem chora w związku z guzem, nie odezwał się więcej, hahaha. Faceci to dno...

piątek, 2 grudnia 2011

Outsider (poza nawiasem)...


Jeśli potrafisz spędzić z kimś pół godziny w zupełnym milczeniu i nie czuć przy tym wcale skrępowania, ty i osoba ta możecie zostać przyjaciółmi. Jeśli zaś milczenie będzie wam ciążyło, jesteście sobie obcy i nie warto nawet starać się o zadzierzgnięcie przyjaźni.
— Lucy Maud Montgomery

Outsider, autsajder (z ang . outside, na zewnątrz) – człowiek pozostający na uboczu społeczeństwa , nieangażujący się bezpośrednio w bieżące sprawy. Termin ten narodził się prawdopodobnie w latach 60 XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Outsiderami nazywano hippisów. Takie zachowanie może być w pełni świadomym działaniem człowieka nie godzącego się na normy, zwyczaje, prawa lub mody aktualnie panujące w społeczeństwie, bądź wynikać z alienacji przez społeczeństwo jednostki niezdolnej do życia w grupie.

wikipedia



Oto obrazek, karta z talii Osho Zen Tarot (5 Tęcz, Monet, czy Pentakli albo Denarów) nazwana tu dodatkowo Outsider.  Pokazuje małe dziecko kurczowo kraty zamkniętej bramy żelaza, patrząc na kolory tęczy poza nią.  A oto jak sam Osho skomentowałó tę kartę : "Małe dziecko widoczne na tej karcie stoi przed bramą i spogląda przez nią. Dziecko jest bardzo małe i sądzi, że nie przejdzie przez bramę. Nie widzi, że brama nie jest zamknięta na łańcuch; wystarczy ją otworzyć. Opuszczeni czy wykluczeni poza nawias zawsze czujemy się jak małe, bezradne dziecko. Nic dziwnego, wszak to uczucie zakorzeniło się w nas mocno w najwcześniejszym dzieciństwie. Problem w tym, że z powodu tego głębokiego przekonania, uczucie to pojawia się w naszym życiu raz po raz, gra jak zepsuta płyta."Żyją we własnym świecie, inaczej niż wszyscy się noszą, za nic mają schematy, granice, stereotypy. Odmieńcy, nonkonformiści, dziwacy. Budzą nasze zdziwienie, a bywa, że i oburzenie. Więc chcemy ich zmieniać. A przecież tacy ludzie przydają światu kolorów i to oni popychają go do przodu.


Zjawisko bycia odmieńcem jest stare jak świat. Od kiedy istnieją systemy społeczne, które narzucają reguły postępowania, istnieją też jednostki, które te reguły łamią. Społeczeństwo zawsze dąży do ujednolicenia, natomiast do odmienności prą przede wszystkim artyści. Paul Verlaine, Jean Arthur Rimbaud, Marcel Proust, Jean Genet, Andre Gide, George Sand. Ich wielkość polega między innymi na tym, że zawsze występowali w obronie wykluczonych, sami będąc wykluczonymi. Świadomie bądź nieświadomie próbują przekroczyć granice wytyczone przez normy społeczne i żyć według własnych standardów. Taka osoba, która stara się żyć po swojemu, doświadcza, po pierwsze, oporu zewnętrznego ze strony środowiska, które źle ocenia kogoś, kto na przykład kosi w niedzielę trawę w ogrodzie, bo tego robić nie wolno.
Outsider przeżywa też – i to po drugie – opór wewnętrzny, który ma źródło w regułach i normach wpojonych jeszcze w dzieciństwie. Takie silne uwewnętrznione normy stara się bezwarunkowo wypełniać, a kiedy je łamie, ma z tego powodu poczucie winy. Strach, że zbliżenie  zobowiązuje nas do tego, że powinniśmy się otworzyć przed drugą osobą, oddać kawałek siebie i poświęcać więcej czasu przyjacielowi, a co gorsza, że ta osoba będzie od nas tego wymagać. To otwarcie spowoduje upadek naszego świata pełnego tajemnic, prywatnych spraw i zwiększonego czasu na własne przyjemności, a wiele osób nie potrafi tego porzucić dla drugiej osoby lub po prostu nie chce. Druga przyczyna to nieumiejętność postawienia się po jednej stronie. W przyjaźni jest tak, że wielokrotnie jesteśmy stawiani przed wyborem strony, przez pytania jak ,,co o nim sądzisz"? To jedno z trudniejszych pytań dla człowieka próbującego być sprawiedliwym i bezstronnym, nie chcącego nikogo urazić. Brak odpowiedzi lub jej sprytne pominięcie spowoduje spadek zaufania u drugiej osoby, co do naszych zamiarów, a bez zaufania przyjaźni nie zbudujemy.
To bardzo dziwne, ale w trakcie jednej z moich sesji terapeutycznych pojawiła się dokładnie taka sama (wypisz wymaluj) scena z mojego dzieciństwa. Kiedy byłam mała i mieszkałam z rodzicami na wsi, dorośli nie pozwalali mi wychodzić poza ogrodzoną posesji, z troski i lęku o to abym nie została rozjechana przez samochód. Bramka wyjściowa z podwórka prowadziła bowiem bezpośrednio na jezdnię. Pamietam siebie, patrzącą spoza zamniętego ogordzenia na dzieci bawiące się swobodnie po drugiej stronie ulicy w chałdzie piachu i tęskniłam do nich, do wspólnej zabawy. Jednak w głowie brzmiał głos rodziców o zakazie wychodzenia poza bramkę, o niebezpieczeństwie i konieczności bycia posłuszną.

Doszłam do wniosku, iż jest to jeden z wzorców, mechanizmów zapisanych w mojej podświadomości, który utrudnia mi nawiązywanie normalnych kontaktów z ludźmi, nieumiejętność swobodnej zabawy, nieufność i poczucie zagrożenia płynące ze świata zewnętrznego i dojmujące, nieuzasadnione poczucie towarzyszące mi przez dotychczasowe życie izolacji, bycia poza naiwasem normalnego życia i strasznej samotności. Jest to uczucie wręcz irracjonalne, nie spowodowane żadnymi realnymi okolicznościami, ale dla mnie jak najbardziej prawdziwe i cięzki do zniesienia.
Czasem mam ochotę po prostu z kimś pogadać i okazuje sie ze z nikim nie jestem na tyle blisko. Zwykle to ja pisze do kogos smsa, a nie odwrotnie i zwykle. Co jest nie tak? Jak to sie dzieje ze w kontaktach międzyludzkich zawsze znajde sie poza kręgiem wspólnych przyjażni.  Mam tak odkąd siegam pamiecia, od przedszkola. Im bardziej chcialam miec koleżanki tym wiecej dla nich robilam i tym bardziej mnie olewały.Teraz juz sie nauczylam szanowac siebie ale to outsiderstwo nadal mnie dosięga. Kończy się tak, że zadajęsię z innym outsiderem, tylko zwykle z takim którego nikt zupełnie nie lubi, a nie z takim który jest outsiderem z własnego wyboru. Gdzie jestklucz? Co jest nie tak? Nie umiem tego zrozumiec. Nie smierdze,ubieram się zwyczajnie, mało mówię i uważam się za osobę nieśmiałą, chociaż pewnie inni by tego o mnie nie powiedzieli. W pracy nie mogłam wbić sie do grupy, mimo iż wszystko było ok, to rozmawialiśmy głownie na temat pracy, o sprawach mniej służbowych rozmawiali tylko między sobą. O CO TU CHODZI ??? CO ROBIE NIE TAK?? Nie mam pojęcia. Nie chodzi o to ze jestem zrozpaczona i szukam przyjaciół, ale o ten fenomen, co sie do mnie przykleił nie wiadomo z jakiego powodu. Rozumiem że bardziej niż na reakcji otoczenia powinnam sie skupic na rozwoju wlasnym, szukaniu pasji, ekscytacji, odkrywaniu nowych lądów -wypełnieniu siebie. Treść w życiu przyciągnie gatunkowo podobnych ludzi?! Czyżbym zyła przeszłością i tym próbowała w jakiś sposób zaimponować. A może ten zwykły świat codzienności jest po prostu nudny? Potrzebuje kogoś z kim można wyskoczyć na kawę- nie faceta a kobiety, koleżanki, psiapsiuły do rozrabiania, ekipy do zrobienia wspólnego grilla, na wypad wakacyjny  na udanego sylwestra . Czemu o to tak trudno? Czemu jedni mogą a ja nie? zagadka stulecia dla mnie.
Z czego wynikaja moje zaniedbania w takim razie? Czy czując ten brak prawdziwej przynależności i majac dyskomfort z tego powodu jest szansa że znajdę coś co da mi prawdziwą radość, a przez to i wolność, niezależność od grupy, która prawdopodobnie potrzebna jest mi tylko dlatego, że ja sama jako jednostka nie istnieję ?

Samotność jest uczuciem wyobcowania, poczuciem braku towarzystwa. Prowadzi do przeżywania stanów przygnębienia, poczucia izolacji. Trwałe poczucie samotności wzmaga podatność na zaburzenia psychiczne i psychosomatyczne. Może także implikować uczucia depresyjne. Istotne jest, że samotność może dotykać nie tylko osób nieśmiałych i wycofanych, ale także takich, które z pozoru wydają się silne, ambitne, pewne siebie i zdecydowane. Samotność może się skrywać za niską samooceną, depresyjnym nastawieniem do świata czy ciągłym poszukiwaniem potwierdzenia siebie w oczach innych.  Samotność podnosi naszą podatność na choroby oraz zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci, a wszystko to, jest spowodowane gorzej funkcjonującym układem immunologicznym. Osoba samotna czuje się nieważna i nieinteresująca. Jest przekonana, że nikt nie ma ochoty na przebywanie z nią, rozmawianie, cieszenie się jej radościami czy pomoc w smutku. Poczucie samotności powstaje nie wtedy, kiedy nikogo koło nas nie ma, ale wówczas, kiedy myślimy o sobie, że jesteśmy: gorsi, niekochani, nieatrakcyjni, nudni, nieważni itd. Samotność jest skutkiem negatywnego nastawienia do siebie, do swojego życia i przyszłości. Powstaje wtedy, kiedy sądzimy, że aby być szczęśliwym, potrzebujemy innych ludzi.  Czujemy się samotni kiedy uważamy, że sympatia, miłość i uznanie innych jest nam niezbędne do życia.
Wiem, że nawet najbardziej kochający partner i grono najlepszych przyjaciół nie uchroni nas od samotności jeżeli sami nie postanowimy, że jej nie chcemy. Przekonanie, że się jest nieatrakcyjnym, mało inteligentnym, nieciekawym, niemającym w życiu celu nie zniknie w obecności drugiej osoby. Owszem, może na jakiś czas skryć się w nas trochę głębiej. Miłe słowa i bliskość drugiej osoby mogą stłumić nasze obawy, ale nie wyeliminują ich zupełnie. Prędzej czy później powrócą do nas i to ze zdwojoną siłą.
Siła do przezwyciężenia samotności tkwi tylko i wyłącznie w nas samych, to nasze nastawienie do siebie, do świata, innych ludzi i do przyszłości, która leży w naszych rękach.

sobota, 5 listopada 2011

Co tam u mnie, Drogi Kumie?


Tradycja, tradycja, tradycja... Jakże my ją kochamy, jak tęsknimy do powtarzanych co roku tych samych rytuałów, potraw, filmów. Codzienność jest zwykle tak szara, że każdy chce pozytywnej odmiany, choćby na jeden, dwa dni.

 Roman Kotliński

Szara codzienność mi nie wystarcza. Popadam w nastroje od euforii do głębokiej depresji. Przy obcych zawsze ukrywam swoją wrodzoną nieśmiałość, a jednak czasami z jakiejś przyczyny boję się nawet odebrać telefon od nieznanego numeru. Głupie, prawda?
Chodzę do Patrycji rannym świtem, jak mam dość leżenia na kanapie, idę sama do kina. Niestety życie pokazało, że nikt się nie chce przyjaźnić. Na portalach społecznościowych jako przyjażń rozumiany jest seks. Pisarka nie wykazuje zainteresowania miją osobą. A mnie nie wystarczają wortualne kontakty. Chcę realnych i częstych.
Instynkt stadny? Cholera wie...
Wczoraj byłam na 4 urodzinach Maksa. Nic prawie tam nie jadłąm, ale w domu miałam napad obżartwa. Normalnie identikos jak z piciem. Wzięłam wczoraj łyka drina i nic... Normalnie się zakrztusiłam, takie mocne, od trunków już odwykłam...
Kasa idzie, sama nie wiem na co... Wychodzi i nie wraca... Nie chce mi się żyć, ale qurwa, żyję... I nic na to nie poradzę...

sobota, 29 października 2011

Problem zaparć - wstydliwy, ale chyba dość częsty...




Pan się naśmiewasz z moich dziedzicznych obstrukcji!

Marian Pażdzioch


Czasem krótka wizyta w toalecie, w oczywistym celu, przeradza się w długie posiedzenie. „Wyrabiasz” się mniej niż 3 razy w tygodniu i to z nie lada wysiłkiem? Kłopoty z oddaniem stolca należą do „tych” tematów, które poruszane są podczas rozmów niechętnie. Nie tylko z uwagi na mało interesujące obszary do rozmów, ale z racji poczucia wstydu. Zaparcia traktowane jak coś bardzo krepującego, choć sprawiają wiele problemów z prawidłowym wypróżnianiem i niepokoją, tak naprawdę pozostawiane są często same sobie. Wiele osób sądzi, bowiem, że zaparcia mogą się zdarzać od czasu do czasu i nie ma w takim zjawisku nic nieprawidłowego. Ale czy faktycznie? Informują przecież o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu przewodu pokarmowego. Są jednym z pierwszych objawów wskazujących na niektóre stany chorobowe. W dodatku dotyczą sporej liczby osób, cierpi na nie co druga kobieta i co czwarty mężczyzna. Do grupy zagrożonych zaparciami kwalifikują się też osoby w podeszłym wieku, zajmujące siedzące miejsca pracy, prowadzące nieregularny tryb życia. Przyczyny zaparć mogą być rozmaite. Najczęściej jednak ich pojawienie się jest skutkiem nieprawidłowych nawyków żywieniowych, czyli jednostronnej diety oraz braku spożywania błonnika, którego często jest brak lub niedobór w pożywieniu. Także spożywanie niskich ilości płynów bądź niewłaściwe ich dobieranie oraz przewlekły brak ruchu wpływają na wystąpienie zaparć i mogą doprowadzić do ich chronicznego pojawiania się. Zaparcia mogą jednak być jednorazowe, wskutek zmiany warunków otoczenia (np. pobytu w nowym miejscu) lub diety bądź powstać w związku ze zbyt długim przebywaniem w pozycji leżącej. Taki typ zaparć mija zazwyczaj bardzo szybko – albo samoistnie albo po zażyciu środka przeczyszczającego. Wśród zaparć wyróżnia się też takie, które mogą być symptomem poważniejszych schorzeń, takich jak choroba wrzodowa, zapalenie lub kamica pęcherzyka żółciowego. Ostre zaparcia u osób z regularnym rytmem wypróżnień sugerować może przyczynę organiczną, taką jak zapalenie otrzewnej, uchyłków itp. Niestety, czasami zaparcia mogą mieć podłoże nowotworowe, co należy podejrzewać zawsze wtedy, kiedy występują one na zmianę z biegunką. Wśród innych przyczyn zaparć znaleźć mogą się niedoczynność tarczycy, zaburzenia elektrolitowe, guzy lub uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.                    
Spośród zaparć rozróżnia się:
■ zaparcia atoniczne – zmniejszenie napięcia ścian jelit i zahamowanie perystaltyki,
■ zaparcia spastyczne – nadmierne skurcze mięśni okrężnych jelit – utrudnione przesuwanie się treści pokarmowej.
Przyczyny powstawania zaparć można podzielić na pierwotne i wtórne. Do pierwotnych zalicza się: wolny pasaż treści jelitowej, utrudnione wypróżnienie i zespół nadwrażliwego jelita. Do przyczyn wtórnych zalicza się: zmiany anatomiczne, zaburzenia metaboliczne (cukrzyca, niedoczynność tarczycy, otyłość), zaburzenia neurologiczne i psychiatryczne (choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane, choroby naczyń mózgowych, urazy kręgosłupa, depresja). Do zaparć wtórnych przyczyniają się także przyjmowane leki: przeciwbiegunkowe, przeciwhistaminowe, niektóre psychotropowe, opioidy, leki hipotensyjne, sympatykolityki, niektóre antybiotyki, sole glinu i wapnia. Nieodpowiednia dieta ma również wpływ na zaparcia: spożywanie nadmiaru tłuszczu i węglowodanów przy małej ilości płynów i substancji resztkowych, spożywanie posiłków o różnych porach, siedzący tryb życia oraz brak kontrolowanego wysiłku fizycznego.
W aptekach dostępna jest cała masa środków na bazie roślinnej - senesu, aloesu, kory kruszyny. Można także zastosować czopki glicerynowe, olejek rycynowy lub laktulozę. W niektórych sytuacjach, kiedy stan zdrowia nie pozwala na prawidłowe wypróżnianie lub występuje jego zagrożenie, stosowane sąlewatywy.Ja niestety borykam się z tym problemem całe życie, z mniejszym lub większym efektem. W naszej rodzinie, u kobiet, to chyba nawet problem genetyczny. Ponadto u mnie jest to związane z ze złym stanem psychiki, cierpię na zespół jelita drażliwego.

sobota, 22 października 2011

I znów test...



Marie von Ebner-Eschenbach
Szczęśliwi pesymiści. Jak bardzo się cieszą, ilekroć udowodnią, że nie ma radości.

Bosheee, teraz się przeraziłam, a przecież się leczę farmakologicznie i uczestniczę już w trzeciej terapii:

Oto wynik kolejnego testu:

Somatyzacje

Skala ta mierzy poczucie dyskomfortu spowodowane dolegliwościami cielesnymi, charakterystycznymi dla nerwic. Pytania obejmują objawy związane z mięśniem sercowym, żołądkiem, układem oddechowym oraz innymi narządami i układami. Uwzględnione zostały także bóle pleców, głowy i mięśni, jak również somatyczne objawy lęku.
Twój wynik - 0.5. Jest to wynik niski.

Natręctwa

Skala ta mierzy myśli i zachowania charakterystyczne dla zespołu obsesyjno-kompulsywnego (czyli natręctwa i czynności przymusowe). Skala ta koncentruje się więc na myślach, impulsach i działaniach, których osoba badana doświadcza jako nie do powstrzymania i nieodpartych, choć niechcianych i nie swoich. W skali tej mieszczą się także ogólniejsze zaburzenia poznawcze (np. pustka w głowie, wspomnienia problemów, kłopotów).
Twój wynik - 2.2. Jest to wynik bardzo wysoki.

Nadwrażliwość interpersonalna

Skala ta mierzy poczucie nieadekwatności interpersonalnej, niższości, szczególnie w porównaniu z innymi osobami. Osoby uzyskujące wysoki wynik w tej skali mają skłonność do autodeprecjacji, niskiego poczucia własnej wartoœci, niepokoju i dyskomfortu w kontaktach z ludźmi. Charakteryzuje je także poczucie wyczulonej samoświadomości i negatywne oczekiwania odnoszące się do komunikacji interpersonalnej.
Twój wynik - 3.2. Jest to wynik bardzo wysoki.

Depresja

Skala ta uwzględnia szeroką grupę objawów wchodzących w skład zespółu depresyjnego. Reprezentowane są objawy dysforii, obniżonego nastroju, jak również utraty zainteresowania jakąkolwiek aktywnością, brak motywacji, brak energii życiowej. Skala ta odzwierciedla także uczucie beznadziejności i bezradności, poznawcze oraz somatyczne objawy depresji. Dwie pozycje odnoszą się do myśli samobójczych.
Twój wynik - 3. Jest to wynik bardzo wysoki.

Lęk

Skala ta zawiera objawy i zachowania wiążące się z wysokim poziomem lęku. Zostały w niej uwzględnione ogólne wskaźniki, takie jak niepokój, nerwowość, napięcie, a także somatyczne objawy lęku, jak kołatanie lub przyśpieszone bicie serca. Poszczególne punkty odnoszą się do uogólnionego lęku, ataków paniki oraz jeden dotyczy uczucia dysocjacji.
Twój wynik - 1.6. Jest to wynik wysoki.

Wrogość

Skala mierząca poziom wrogości jest skonstruowana w oparciu o trzy kategorie: myśli, uczucia i zachowania. Punkty tej skali odnoszą się do uczuć rozdrażnienia, irytacji, impulsywnego niszczenia przedmiotów oraz częstych i niekontrolowanych wybuchów złości.
Twój wynik - 1.5. Jest to wynik wysoki.

Fobie

Skala ta obejmuje epizody ostrych stanów lękowych lub agorafobii. W punktach tej skali są reprezentowane lęki związane z podróżowaniem, otwartymi przestrzeniami, tłumem czy miejscami publicznymi i pojazdami. Dodatkowo dołączono kilka punktów przedstawiających zachowania związane z fobiami społecznymi.
Twój wynik - 1.9. Jest to wynik bardzo wysoki.

Myślenie paranoidalne

Skala ta mierzy objawy myślenia paranoidalnego. Punkty tej skali odnoszą się do myślenia projekcyjnego, wrogości, podejrzliwości, egocentryzmu, iluzji, braku autonomii i urojeń wielkościowych.
Twój wynik - 2.8. Jest to wynik bardzo wysoki.

Psychotyczność

Skala obejmuje zarówno zachowania typowo psychotyczne, jak i charakterystyczne dla rzekomego procesu psychotycznego. Cztery pozycje zawierają osiowe objawy schizofrenii wymieniane przez Schneidera: omamy słuchowe, transmitowanie myśli, kontrolowanie myśli z zewnątrz i nasyłanie myśli, jak również mniej znaczące psychotyczne zachowania, będące wskaźnikami schizoidalnego stylu życia .
Twój wynik - 1.5. Jest to wynik wysoki.


Pamiętaj także, że wyniki tu uzyskane mają jedynie ograniczoną wartość informacyjną i nie mogą zastąpić indywidualnej diagnozy psychologicznej, ani diagnozy lekarskiej. O ile kwestionariusz SCL-90 może być z powodzeniem stosowany do grupowych badań nad efektownością psychoterapii, to jednak do indywidualnych wyników należy podchodzić z dużą ostrożnością.

Zobacz także artykuł:
"Zastosowanie kwestionariusza SCL-90 w badaniach nad efektywnością psychoterapii"

A to o samym powyższym teście:

Kwestionariusz SCL-90 mierzy nasilenie objawów psychopatologicznych, na które często uskarżają się pacjenci poszukujący pomocy psychoterapeutycznej i psychiatrycznej. Narzędzie składa się z 90 pozycji, odnoszących się do dziewięciu podstawowych zespołów objawów.

Poniżej zestawiono wyniki badań prowadzonych przy użyciu kwestionariusza  uszeregowane w kolejności od najniższego do najwyższego poziomu nasilenia objawów psychopatologicznych w badanej grupie:
  • Zestawienie dotychczasowych badań z zastosowaniem SCL-90
    Skale SCL-90 terapeuci odwykowikobiety po PROmężczyźni po PROalkoholicy (mężczyźni)kobiety współ-
    uzależnione
    alkoholiczki (kobiety)bezdomni alkoholicyDDA
    somatyzacje0,60,80,80,91,21,11,21,4
    natręctwa0,91,01,11,41,51,51,72,2
    nadwrażliwość interpersonalna1,00,90,91,31,31,51,51,8
    depresja0,90,90,91,31,51,61,71,9
    lęk0,90,80,91,31,41,51,61,9
    wrogość0,90,70,71,11,31,21,01,7
    fobie0,40,30,30,90,51,11,00,8
    myślenie paranoidalne0,70,80,91,41,31,51,71,8
    psychotyczność0,40,60,61,00,91,11,41,4

    To test do badania efektywności psychoterapii!!!!!!!!!

niedziela, 16 października 2011

Zrobiłam sobie test...


Katarzyna Grochola
Nie wydaje mi się, żeby człowiek musiał być pesymistą. Chyba że ktoś żyje gdzieś daleko, w jakimś kraju, w którym jest obrzydliwie dobrze, wesoło, ciepło, bogato - to bardzo proszę, wtedy maleńka dawka pesymizmu jest wskazana, dla zachowania równowagi, zdrowia psychicznego oraz harmonii.
Co innego, kiedy żyjemy tu i teraz. Tutaj jest potrzebna potężna dawka optymizmu, z tych samych powodów. To znaczy dla zachowania równowagi w przyrodzie.
Skaczę se po blogach, tu i tam swą zakutą pałę wsadzam i znalazłam link do testu:
http://www.psychologia.net.pl/testy.php?test=soc, to se i go zrobiłam. Jak zrobiłam, to się nie ucieszyłam...

Bo i z czego, oto mój wynik:

75

"Twój wynik oznacza, że zarówno świat zewnętrzny jak i siebie samego, swoje emocje, potrzeby i postępowanie postrzegasz jako niezrozumiałe, nieuporządkowane, niespójne i niejasne. Przyszłość zazwyczaj wydaje Ci się nieprzewidywalna.

Jeśli nawet próbujesz przewidywać przyszłość, jawi Ci się ona w czarnych barwach. Lękasz się, że najprawdopodobniej nie będziesz umieć poradzić sobie z problemami, jakie może przynieść życie. Nie wierzysz w to, że wszystko ułoży się dobrze, przeciwnie - obawiasz się, że życie może stać się nie do zniesienia. Nie dość, że sam (-a) sobie z nim nie radzisz, ale także nie spodziewasz się znikąd pomocy, bo uważasz, że nie możesz liczyć na nikogo.

Nie masz także motywacji do działania. Nie czujesz, by życie miało sens, ani, by przynajmniej część problemów, jakie niesie życie, warta była wysiłku, poświęcenia i zaangażowania. Problemy zniechęcają Cię do życia, spostrzegasz je jako piętrzące się przeszkody nie do przebycia, a nie jako wyzwania, które warto podejmować.

Podsumowując, świat jest dla Ciebie nieprzewidywalny i niezrozumiały; wymagania stawiane przez życie wydają się nie do spełnienia; zaś próby spełnienia tych wymagań wydają Ci się niewarte wysiłku i zaangażowania.

Twoja postawa wobec życia może owocować niską odpornością na choroby, a także może mieć negatywny wpływ na długość Twojego życia. Oprócz większej podatności na choróby somatyczne, istnieje także duże prawdopobieństwo, że cierpisz na zaburzenia emocjonalne, takie jak depresja, czy nerwica.

Jest też prawdopodobne, że prowadzisz niezdrowy tryb życia. Być może nadużywasz alkoholu, używek (kawa, herbata) leków lub innych substancji psychoaktywnych, niewłaściwie lub nieregularnie się odżywiasz, palisz papierosy i nie uprawiasz żadnego sportu dla zdrowia.

Istnieje także zwiększone ryzyko, w porównaniu do innych osób, że Twoja sytuacja rodzinna pozostawia wiele do życzenia. Być może jesteś żoną lub mężem osoby uzależnionej od alkoholu, ofiarą przemocy fizycznej lub słownej agresji. Jeśli masz dzieci, istnieje większe ryzyko, że sam (-a) zachowujesz się wobec nich agresywnie. Możesz mieć także tendencje autoagresywne, takie jak myśli samobójcze, próby samobójcze i samouszkodzenia.

Jeśli powyższa interpretacja jest trafna, zachęcamy Cię do poszukiwania pomocy psychologicznej.

Pamiętaj także, że wyniki tu uzyskane mają jedynie wartość informacyjną i nie mogą zastąpić indywidualnej diagnozy psychologicznej, ani diagnozy lekarskiej.

Jeśli chcesz uzyskać więcej informacji o Kwestionariuszu Orientacji Życiowej i porównać swój wynik z wynikami różnych grup osób, przeczytaj artykuł
"Poczucie koherencji, a zdrowie i choroba w koncepcji A. Antonovsky'ego" . " - czytaj tu:
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=65
A oto statystyczne wyniki innych:
Zestawienie dotychczasowych badań kwestionariuszem SOC-29
<><><><><> <><><><><> <><><><><>
Grupa
LiczebnośćPoczucie
koherencji
- średnia
1. kobiety z zespołem depresyjnym (Warszawa) [1]  13 99
2. pacjenci z zaburzeniami nerwicowymi (Warszawa) [1]  36102
3. pacjentki z zaburzeniami nerwicowymi (Warszawa)[1]  54109
4. współuzależnione kobiety przed terapią współuzależnienia [4] 105118
5. pielęgniarki z łódzkich szpitali [2]1023125
6. robotnicy fabryczni stanu Nowy Jork [3] 111133
7. studenci amerykańscy [3] 336133
8. grupa kontrolna zdrowych mężczyzn (Warszawa) [1]  31136
9. próba reprezentatywna mieszkańców Izraela [3] 297136
10. współuzależnione kobiety po terapii [5]  53139
11. grupa kontrolna zdrowych kobiet (Warszawa) [1]  38139
12. współuzależnione kobiety pół roku po terapii [5]  53139
13. amerykańscy magistranci psychologii [3]  59140
14. słuchaczki Studium Pomocy Psychologicznej (pracownice odwyku) [4]  66141
15. pracownicy służby zdrowia w Edmonton [3] 108149
16. studenci szkoły oficerskiej w Izraelu [3] 338160

Czyli ze mną jest tragicznie, o Dżizys...

piątek, 14 października 2011

Leniwe, jesiene dni... (ciągną się jak papier toaletowy).



A za oknami jesień – młodopolska dama
w woalu szaromglistym przechadza się sama,
umarłe drzewa żegna, zwiędłe liście liczy
– pamiątki snu o lecie, minionych słodyczy…


Anna Maria Kowalczyk

Od poniedziałku jestem "bezrobotna", siostra zachorowała i jest na zwolnieniu, jest więc w domu z dziećmi. Nudzi mi się więc strasznie, staram się zabijać nudę :), ale jakoś nie za bardzo się daje. Leżę całymi dniami na łóżku i czytam. Bo co niby mam innego robić. Trochę jestem zaziębiona, a na dworzu zrobiło się już dość zimno i deszczowo. Jak bardzo szkoda mi minionego lata, uwielbiam je. Przeczytałam już w tym tygodniu około czterech książek, dwa razy byłam u dzieci i siostry. Wybrałam się nawet na wykład inauguracyjny do Akademi Trzydzieści Plus. Nie był zbytnio ciekawyy.
Z całą pewnością mam jakąś odmianę bulimi. Moje całe życie kręci się wokół jedzenia. Albo się odchudzam poprzez drakońskie diety albo obżeram do nieprzytomności i zaburzeń gastrycznych. Jedzeniem kompensuję sobie złe samopoczucie, niezadowolenie z życia, poczucie bezsensu wszystkiego, co mnie otacza. Potem mam strasznego kaca moralnego, jak alkoholik po zapiciu. Obiecuję sobie, że nigdy więcej, a już nastepnego dnia lecę po słodycze. To takie zamknięte koło, nie wiem jak to zmienić. Nie mam pojęcia. Przecież biorę leki, chodzę na terapię i nic...
Nie jestem otyła, w sumie ciągle na granicy nadwagi i wagi prawidłowej. Ale co z tego jeśli jestem w stanie zaakceptować siebie jedynie przy wadze 69 kg, a ważę 75.
Nie umiem sobie tego logicznie przetłumaczyć.
Dlaczego podejrzewam bulimę, skoro nie wymuszam wymiotów? Po prostu nadużywam środków przeczyszczających, a to także rodzaj bulimicznego zaburzenia. Tak gdzieś czytałam.
Generalnie jestem jak zwykle zdołowana, smutna, znudzona i do doopy. Pozdro...

poniedziałek, 26 września 2011

Co tam u mnie - tak ogólnie...

Wiesław Myśliwski
A płakać nad sobą, to jakby trochę i przeciw sobie się płakało. Płacze się zawsze do kogoś [...]. Kiedy nawet nad sobą się płacze, to do kogoś się płacze. Choćby nie wiem jak głęboko w sobie, po kryjomu w sobie, zawsze do kogoś. A ja nawet nie wiem, czy jest ktoś we mnie.

Zrezygnowałam ze szkoły. Doszłam do wniosku, że za dużo nerwów mnie nauka ta kosztuje. Podejrzewam nawet, że własnie ona była powodem mojej niedawnej bezsenności. Dziwnie zbiegło to się bowiem w czasie z momentem, z w którym zaczęłam sie uczyć. Widać starciłam już całkowicie odporność na stres, może nawet na życie. Jestem jak ślimak pozbawiony skorupki, jak jeż bez kolców. Wszystko, najgłupsza przeszkoda na mojej drodze doprowadza mnie do łez i rozpaczy. Cóż, nic na to nie poradzę. Tak już po prostu jest. Kiedy tylko miałam zacząć się uczyć i widziałam ile jest tam materiału do opanowania, ile pamięciówy, zaraz brała mnie jakaś trzęsiączka. Całe dnie potrafiłam płakać bez powodu płakać i czuć dziwny lęk. W ogóle nie mogłam sobie poradzić nawet w pracy, z dziećmi. Podjęłam więc decyzję, nie ma żadnej obiektynej przyczyny, abym musiała tą szkołę skończyć.
Rozmawiałam o tym na terapii i okazało się, że zupełnie inne miałam cele świadome, a inne powiadome kiedy zapisywałam siędo szkoły. Świadomie chcialam zdobyć praktyczne umiejętności, zawód, ale tak naprawdę chodziło mi o zaspokojenie instynktów towarzyskich, o rozrywkę, A tego szkoła owa na pewno dać mi nie może.
Oli, mój większy psiak, jest chory, coś go boli w zadku i skacze jak poparzony po domu, albo biega po mieszkaniu, uciekając przed bólem, bezskutecznie. Kiedy patrzę jak cierpi, chce mi się płakać, lekarze nie wiedzą co mu jest.
Jak zwykle jestem nieszczęsliwa, to mój  stały nastrój.
Dziś byłam w przedszkolu po Maksia i rozmawiałam z jakąś szczupłą blondyną, zastanawiałam się skąd ją znam. Okazało się potem (siostra mi powiedziała), że to dyrektorka. Szczęka mi opadła z wrażenia. Jeszcze pół roku temu ważyła chyba z ponad stówę, a teraz... jest jej połowa. Nie poznałam babeczki, jak to tusza zmienia człowieka, co by nie mówić.

środa, 14 września 2011

Cholera, a co to znowu...

Naucz się lubić bezsenne noce, jak dzieci lubią cierpkie owoce.
— Jan Izydor Sztaudynger
Dopadło mnie ... Czuję się potwornie, boli mnie głowa, wszystkie mięśnie, w oczach mam piasek... Leżę cały dzień w wyrku... Ostatnie trzy noce z rzędu cierpię na bezsenność. Początkowo zasypiałam o 5 nad ranem i spałam do 14-15. A dziś zarwana cała noc i niewyspany dzień, gdzie nie jestem w stanie za nic się wziąść. Cholera, co się znowu ze mną dzieje? Nie mam pojęcia, wczoraj nawet zażylam leki nasenne i nic mi to nie dało. Nie wiem co będzie dalej... Jestem załamana...

sobota, 27 sierpnia 2011

Będzie to chaotyczny wpis...


„Gdyby szaleństwo podlegało naukowej analizie, nie byłoby szaleństwem, nie sądzisz? - spytał. - W szaleństwie najistotniejszy jest czynnik chaosu powodujący, iż nie wiemy, czego się spodziewać po człowieku dotkniętym amokiem. (...) Szaleństwo nie podlega normom i regułom, gdyż z samej swej istoty jest zaprzeczeniem naturalnego porządku.”

Jacek Piekara

Mam prawdopodobnie nawrót choroby. Czuję się dziwnie, szaleństwo przeplata się tu z normalnością. Własciwie co chwilę płaczę bez powodu i mam mysli samobójcze. Mam uczucie drętwienia głowy, puchnięcia twarzy, ochotę na wymioty... Czuję lęk przed czymś strasznym ,ale nieokreślonym. Czytam systematycznie Wasze blogi, ale nie jestem w stanie ich komentować, nie mam sił odpowiadać na komentarze. Uczynienie tego wpisu jest dla mnie nie lada wyczynem i mobilizacją energii. Dziś nie jestem w stanie wyjść z domu, mam wrażenie, że na zewnątrz umrę, coś mnie zaatakuje, zemdleje, no nie wiem. Psy zaraz wyprowadzi tato. On twierdzi, że za duzo czytam i to mąci mi w głowie, lol. Zaczęło się to wszystko w środę, myślałam, że zamorduję Patrycję. Ledwo powstrzymywałam wściekłość na jej kaprysy i ciągły płacz. Następnego dnia okazało się, że dziecko miało 40 stopni gorączki. To wywołało u mnie ogromne poczucie winy. W środę wieczorem czułam się paskudnie i wyłam. W czwartek rano ledwie powstrzymywałam płacz przy dzieciach, czułam, że coś dusi mnie za gardło. Zrobię małą retrospekcję i powrócę do niedzieli wieczór.  Przywieziono do mojej mamy Maksa. Nie mają co z nim zrobić i ulokowali go u nas. W poniedziałek skoro świt wydarłam kapcie do Patrychy. Po powrocie do domu rodziców, mama mdlała i ledwo żyła, tak bardzo nie miała sił zajmować sie Maksem. Starałam się ją wyręczać, choć czułam wewnętrzny bunt. Wtorek przebiegł podobnie, wieczorem padłam ze zmeczenia. Nastała powyżej wspomniana środa. W czwartek Mak nocował już w swoim domu, toteż około godziny 8 00 dołączyła do nas moja mama, celem sprawowania nad moim siostrzeńcem opieki. Ja byłam ledwie żywa, właściwie tylko ryczałam i czułam, że nie jestem w stanie nic robić. Akurat tego dnia miałam wizytę u psychiatry. Doktor się załamał, wyczerpały mu się pomysły, na to jakie leki mi już zapisać, chciał mnie skierowac do szpitala, ale odmówiłam. Zapisał mi więc lit. Jeszcze nie zrealizowałam recepty, bo boję się przytycia. po powrocie do mieszkania siostry, dostałam ataku płaczu. Mama siłą wygnała mnie na spotkanie z terapeutką, bo nie chciałam wyjść. Psycholog wytłumaczyła mi  czym spowodowane jest moje samopoczucie. Tym, że musiałam się opiekować bez swojej zgody (n ikt mnie o to nie prosił) Maksem, Patrycją i mamą jednocześnie, że mam żal do siostry, że ona tylko wymaga, a nie daje n ic w zamian, chce tylko ciągłej pomocy od nas, a uważa dom rodziców za patologivzny, a o mnie mówi jako o neurotyczce (że też nie boi się zostawiac dzieci takim ludziom ja my), że jestem wszystkim potrzebna jedynie jako narzędzie do zaspakajania ich potrzeb, a moje emocje nikogo nie interesują. Nikt się dobrowolnie o mnie nie troszczy, dlatego chorobą wymuszam ludzkie zainteresowanie. I takie tam, podobne klimaty... Na resztę dnia choroba zniknęła, jak ręką odjął. Następnego dnia z aktywnością i zaangażowaniem opiekowałam się dziećmi. Dziś od rana mam obniżony nastrój, ciągle płaczę, klika mi w uszach i mam objawy somatyczne choroby. I tak to wygląda... Tak więc płaczę i czytam o Bin Ladenie. I znowu płaczę, ponieważ nie mogę nic zrobić aby taka krzywda nie działa się już więcej dzieciom, kobietom i zwierzętom. A różne pokroju fanatycy i psychopaci, często w imię wydumanych religii i ideałów kosztem innych, bezbronnych istot, realizują swoje wynaturzone potrzeby. Bolo mnie tez strasznie fakt, iz nie ma wokół mnie żadnych pokrewnych dusz. Jeden kolega okazał się jeszcze większym frustratem, egocentrykiem i nietolerancyjnym narcyzem niż jestem ja sama. Drugi ma poziom intelektualn rozwielitki, co doprowadza mnie do szału i uniemozliwia pozbawiony agresji słownej z mojej strony kontakt z nim. Innych znajomyc nie posiadam. Moja siostra, po przeprowadzeniu z nią asertywnhych rozmów, na temat niemożliwości bycia bliskim osobami (znaczy ja i ona) wzrusza ramionami i mówi: cóż na to poradzę, iż nie mam takiej takiej potrzeby ... Mama twierdzi, iż moja potrzeba rozmów z osobami o przeciętnej inteligencji, chcących wykazać się ampatią w stosunku do mnie, to marzenie ściętej głowy i zbyt duże wymagania. Toteż za przyjaciela i rozmówcę, który przenosi mnie w świat przygód i intelektualnych rozważa pozostaje mi książka, film i blogi. To dziś pobudziło mą skołowaną duszę do ciekawych refleksji, więc polecam:


http://ideasbyrenya.blox.pl/2011/08/Etyka-w-dzialaniu.html

środa, 10 sierpnia 2011

Czuję się naprawdę paskudnie.


`Być może pewnego dnia doznam nagle objawienia
I zobaczę drugą stronę tego monumentalnego, groteskowego żartu.
I zaśmieję się wtedy.
I zrozumiem, czym jest życie`
Sylvia Plath

Mam wrażenie jakbym znajdowała się w szarej mazi, która oblepia całe ciało i stanowi jedyny, widoczny element najbliższej rzeczywistości. Brnę przez to bagno, moje ruchy są powolne i muszę wydatkowac wiele energi życiowej, aby przeć naprzód, przez kleistą breję mego samopoczucia.
Nie chce mi się nic robic, co kolwiek muszę uczynić, wydaje mi się pozbawione kompletnie znaczenia i sensu. Podejrzewam, że jakaś śmiertelna choroba toczy mój organizm. Czuję się zpomniana, opuszczona i samotna, obojętna światu. Gdybym pewnego ranka zniknęła, nigdy tak poważnie się nie zmartwił.
Jem codziennie góry lodów, tony czekolady i mnóstwo innego śmieciowego żarcia. Zatykam czarną dziurę wewnątrz mej duszy. Ale powoduje to jedynie obstrukcję i zgagę.
Wczesniej miałam coś na kształt manii, miotałam się po interciecie zakadając nieskończone ilości nowych blogów, które następnie porzucałam bez żalu... Ten blog jawił mi się jakąś kompletną porażką i bzdurą, znienawdziłam go i sabotowałam. Teraz się kajam... W sumie nie wiem po co...

Emil Cioran - "Wszystkim, którzy przyjdą po mnie, oznajmiam na piśmie, że nie mam w co wierzyć na tym świecie i jedynym wyjściem jest absolutne zapomnienie. Chciałbym zapomnieć o wszystkim, całkowicie, zupełnie, nic już nie wiedzieć o sobie ani o tym świecie. Prawdziwą spowiedź można pisać tylko łzami. Ale moje łzy zatopiłyby świat, tak jak mój wewnętrzny ogień podpaliłby go. Nie potrzebuję żadnej podpory, zachęty ani współczucia, bo choć jestem najnędzniejszym z ludzi, czuję się mimo wszystko tak potężny, mocny i straszny! Albowiem jestem jedynym człowiekiem żyjącym bez nadziei. A to jest szczyt heroizmu, paroksyzm i paradoks heroizmu. Najwyższe szaleństwo!"