Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia, nie znana tęsknota za spełnieniem się w innych rolach, smakowanie ciała i duszy jeszcze nie poznanej. Odkrywać trzeba do końca.
— Barbara Rosiek

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postrzeganie świata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postrzeganie świata. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 marca 2012

Poznać człowieka...


Jeśli chcecie poznać ludzi wokół siebie, dowiedzcie się, co czytają.

Józef Stalin

Leżę już w łożku, po ciężkim męczącym dniu. Psy koło mnie, monitor przede mną, a książka na mnie.Dziś rozmawiałam z T. o dziwnych uczuciach, których ostatnio doświadczam. Jestem zazdrosna o bezwarunkową miłość, którą dostają dzieci, o to, że wszystko im wolno, wszystkie ich czyny i słowa są dopuszczalne, są najważniejsze. Mała, bezbronna istotka we mnie (dziewczynka o kręconych włoskach jak puch) nie rozumie dlaczego ona nie dostaje tego wszystkiego, dlaczego jej to się nie należy, czemu jej nigdy tego nie dano. Muszę utulić samą siebie, dać sobie miłość i zapenić o bezpieczeństwie oraz bezwarunkowej akceptacji. Od innych już tego nie otrzymam, za późno, nie ten czas, nie ta epoka...
Zakochałam się w kobiecie, ktorej nie znam. T. mówi, że to najzupełniej realne. Są różne rodzaje miłości. Człowieka można poznać czasem lepiej nigdy z nim się nie spotykając, niż osoby najbliższe, które w motonii codzienności mijają się z nami w drzwiach, mówiąc cześć i jaki miałeś/miałaś dzi dzień. Poznałam wczoraj wieczorem Sonię Raduńską, kobietę sześćdziesięcioletnią, która zawładnęła moja duszą na dwa dni. Dziś czytam już jej drugą książkę i dostrzegam w jej zwierzeniach kawałki siebie rzeczywistej, a także takiej jaką chciałabym się stać. Widzę świat jej oczyma, poprzez pryzmat jej doświadczeń i nieświadomych skryptów. To taka kobieta zwyczajna-niezwyczajna.

"Jest kilku ludzi, z któtrymi czuję się jak u źródła [...] Jakieś migotanie świec. Jakiś przelatujący anioł. Brak wysiłku i harmonia. Wspólna fala. Niestety, wśród bliskich są i tacy, z którymi wspólna fala nie zdarzy się nigdy. Ci ludzie mnie bolą. Boli brak naturalnej łatwości, sczerości, chociaż tak bardzo by się chciało. Coś haczy. Chcę być blisko, bo to przecież najbliższy człowiek, a ciało napręża się i odpycha.  [...] Napięcie, niepokój i konflikt. Głowa mówi "chcę", a emocje z hałasem grają sygnał do odwrotu. Nie zawsze oczywiście, ale bywa tak, bywa. Czasem i tu przeleci anioł, ale w ślad za nim podąża jakieś "złe".  To jest mój tragizm bycia z ludżmi."

BIAŁE ZESZYTY S. Raduńska

sobota, 3 marca 2012

Gry i gierki.


Albert Einstein
Nie gram w żadne gry. [...] Nie mam na to czasu. Kiedy zaś zakończę moją pracę, nie mam ochoty na nic, co wymagałoby użycia umysłu.

Jakiż wyborny dziś był dzień. Cisza, spokój, żadnych rozwrzeszczanych bachorów i garowanie w wyrku do 11.00. Nigdzie dziś mi się nie chciało z domu ruszać. Sprzątałam dziś w mieszkaniu, czesałam psy (mały zawsze robi taki wrzask przy czesaniu jakbym go ze skóry obdzierała, czeszę go w kagańcu a i tak zdaża się, że mnie ciapnie do krwi) i grałam w "ogłupiające gierki na fejsie". Jak to człowiek sam nie zna siebie do końca, nasuwa mi się taki wniosek. Nigdy nie byłam zwolenniczką gier w internecie, a proszę w dwie takie śmieszne tak się wciągnęłam, iż zaczęły stanowić sedno mojego istnienia. Nakirzam w nie codziennie.
Ostatnio zauważyłam, że od kiedy nie pracuję umysłowo, zaczęłam robić okropne błędy ortograficzne. To jest tak jakbym się cofnęła w rozwoju intelektualnym. Kiedyś osoba robiąca błedy była dla mnie poniżej krytyki, a teraz sama się łapię na takich bykolach, że szok.
Dzis psychicznie czuję się wyjątkowo dobrze, takie piękne słońce, iż wszystkie żywotne energie buzują w mym wnętrzu.
Jak zwykle dużo czytam. Ostatnio tłukę książkę, którą kupiłam sobie z 8 lat temu "Jak żyć osobno w świecie pełnym par" autorstwa dwojga terapeutów: Xawiera Amador i Judith Keirsky.  Czytałam już ją kiedyś, ale obecnie podchodzę do treści w niej zawartych zupełnie inaczej. Odgadłam na jej podstawie swój "osobisty scenariusz małżeński". Otóż pociągają mnie mężczyźni emocjonalnie dla mnie niedostępni, tacy którzy podświadomie przypominają mi mojego, niedostepnego uczuciowo ojca. A tak naprawdę odpowidałby mi mężczyzna ustępujący mi na każdym kroku, a nie taki typu macho. Niestety obecnie mam szanse na poznanie takowego 1:100. Cóż, nie rezygnuję całkowicie z nadziei na związek, ale uznaję iż życie pojedynkę nie musi być mniej wartościowe i pełne niż życie w małżeństwie czy stałym związku.  Czasem nawet jest szczęsliwsze niż nieudana relacja z mężczyzną.

niedziela, 1 stycznia 2012

Naród wybrany...



Nie znam w państwie gorszej zarazy od Żydów z powodu ich oszustwa przewrotności, lichwy i wyzysku. Wprowadzają ludzi w nędze i wykonują wszelkie podłości, którymi by się inni uczciwi brzydzili.

Maria Teresa

Istniejący w judaizmie i większości wyznań chrześcijańskich pogląd o szczególnym związku Żydów z Bogiem, który jest niezmienny i przekazany w Starym i Nowym Testamencie. Według tego poglądu wybranie narodu izraelskiego jest rezultatem niezbadanej woli Boga, a nie szczególnych zasług tego narodu. Wszystkie nieszczęścia jakie spotykają Żydów są karą za zawiedzenie boskich oczekiwań - Izraelici nie grzeszyli bardziej, ale jako naród wybrany są surowiej karani. To dziwne, ale jestem gotowa przyjąć powyższe stwierdzenie za słuszne. Czytam teraz wiele książek o Holokauście i spowodowało to moje zainteresowanie ogromem nienawiści innych narodowości (w tym na, Polaków) do Żydów
Geneza antysemityzmu i jego najwcześniejsze przejawy są przedmiotem sporów. Przesądy antysemickie mają swój początek w Egipcie; oprócz motywów ekonomicznych i obyczajowych dużą rolę odgrywało odrzucenie żydowskiego monoteizmu oraz zakaz "bałwochwalstwa", czyli kultu bogów pogańskich. W jednym z najdawniejszych pism antysemickich egipski kapłan Manethon przedstawia Izraelitów jako potomków wypędzonych z Egiptu trędowatych. Podobną niechęć budzili Żydzi w Grekach, którzy uważali ich za barbarzyńców nie poddających się z powodu zasad religijnych hellenizacji. Najjaskrawszym przejawem uprzedzeń były rozruchy w Aleksandrii w r. 38 n.e., w wyniku których zginęły tysiące Żydów.  Walka o odzyskanie niepodległości nasiliła konflikty między Żydami i Rzymianami. Najbardziej wrogi judaizmowi cesarz Hadrian zakazał obrzezania. Po powstaniu Bar-Kochby nakazał wypędzenie i zakazał wstępu Żydom do Jerozolimy, a ziemiom żydowskim nadał nową nazwę: Palestyna. Konflikt między uczniami Jezusa i faryzeuszami wkrótce doprowadził do wzajemnych oskarżeń i wrogości. Znalazły one odzwierciedlenie w Nowym Testamencie i pismach wczesnochrześcijańskich. Pierwsze oskarżenie Żydów o bogobójstwo – spowodowanie śmierci Chrystusa – zostało wyrażone przez Melito, biskupa Sardes w 167 roku. Legalizacja chrześcijaństwa przez cesarza Konstantego i ustanowienie go religią państwową przez cesarza Teodozjusza spowodowało, że stosunek chrześcijan do judaizmu stopniowo stawał się stosunkiem państwa do Żydów. W Syrii w 415 w wyniku oskarżeń o mord rytualny fala rozruchów doprowadziła do spalenia lub konfiskaty wielu synagog, konfiskaty majątków Żydów oraz przymusowej konwersji na chrześcijaństwo pod groźbą wypędzenia.
Aż do XI w. w Europie Zachodniej obie wspólnoty żyły obok siebie bezkonfliktowo. Następowała umiarkowana obustronna asymilacja kulturowa i językowa. Kościelni dostojnicy protestowali przeciwko uczestnictwu chrześcijan w żydowskich świętach oraz Żydów w czasie mszy. Żydzi przejmowali chrześcijańskie imiona, a chrześcijańscy uczeni pobierali nauki u żydowskich mistrzów.
Nasilenie prześladowań Żydów wiązało się z wyprawami krzyżowymi. Był to masowy ruch religijny wykluczający współpracę pomiędzy chrześcijanami a Żydami, którzy znaleźli się w sytuacji wroga obwinianego o śmierć Chrystusa. Podniecenie tłumów podczas pierwszej krucjaty w 1096 doprowadziło do śmierci tysięcy Żydów i zagłady licznych społeczności żydowskich, zwłaszcza w miastach nadreńskich. Także szturm krzyżowców na Jerozolimę w 1099 zakończył się spaleniem żywcem zamkniętych w synagogach Żydów. Później pogromy żydowskie wybuchały cyklicznie. Również w połowie XII wieku pojawiły się oskarżenia o rytualne spożywanie krwi chrześcijańskich dzieci. Wielu Żydów skazano na śmierć, obwiniając ich o morderstwa zaginionych dzieci, których ciała miały służyć do rzekomych obrzędów. W 1247 w Beelitz (Brandenburgia) spalono z tego powodu całą społeczność żydowską. Efektem i symbolem uprzedzeń były przepisy ściśle separujące Żydów i chrześcijan oraz nakazujące Żydom noszenie odmiennych strojów lub oznaczeń, np. żółtych łat na strojach, spiczastych czapek etc. Nakaz noszenia wyróżniających ubiorów wprowadził w chrześcijaństwie zachodnim Sobór laterański IV w 1215. Żydom często zezwalano mieszkać tylko w wybranej dzielnicy miasta (getto – od nazwy dzielnicy w Wenecji); niektórym miastom wydawano przywileje o nietolerowaniu Żydów. Zakazywano im także kupowania ziemi i wyznaczano profesje, jakimi mogli się zajmować. Żydzi byli często wynajmowani jako poborcy podatków i pośrednicy między dziedzicem a ludnością wiejską, egzekwującymi powinności feudalne. Takie zajęcia sprzyjały budowie stereotypowego, zdemonizowanego obrazu Żyda w świadomości i kulturze ludowej.
Tolerancja średniowiecznych władców wobec Żydów była związana przede wszystkim z ich rolą w życiu gospodarczym. W czasach obowiązywania kościelnego zakazu pożyczania pieniędzy na procent (lichwy) – który nie obowiązywał Żydów – kupcy żydowscy pełnili rolę bankierów, co było przyczyną zarówno tolerowania Żydów, jak i niechęci do nich. Zadłużenie chrześcijańskich książąt oraz kupców było stałym źródłem napięć i często przyczyniało się do wypędzania Żydów. Wypędzanie wiązało się z całkowitą konfiskatą ich mienia przez władcę i często było sposobem wybrnięcia z problemów finansowych. Żydów nierzadko oskarżano o trudnienie się magią i paktowanie z diabłem, a także o powodowanie epidemii poprzez zatrucie studni, dokonane z nienawiści do chrześcijan. W efekcie epidemie często prowadziły do pogromów żydowskich. Wraz z wybuchem epidemii dżumy, która zdziesiątkowała ludność Europy w latach 1348–1349, rozpoczęły się masowe mordy społeczności żydowskiej, oskarżanej o wywołanie pandemii m.in. poprzez zatrucie studzien. Dzięki zastosowaniu tortur, wymuszano od Żydów przyznanie się do winy, co skutkowało m.in. spaleniem 900 Żydów żywcem w Strasburgu 14 lutego 1349. W 1434 sobór w Bazylei zakazał chrześcijanom jakichkolwiek regularnych kontaktów z Żydami, nie wolno im było leczyć się u żydowskich lekarzy, korzystać z żydowskiej służby i mieszkania w tych samych domach. Żydom zabroniono wznoszenia nowych synagog, zmiany miejsca pobytu bez zezwolenia, sprawowania funkcji publicznych i pożyczania na procent.
Fala konwersji, która następowała w wyniku prześladowań, często była motywowana chęcią zachowania życia i majątku. Szczególnie aktywnie tropiła "krypto-judaizm" inkwizycja hiszpańska, która prowadziła rejestry konwertytów i ich potomków i chętnie wszczynała procesy na podstawie donosów dotyczących np. podejrzanego unikania wieprzowiny.
Katolicki, protestancki a także prawosławny antyjudaizm często w XIX i XX wieku usprawiedliwiał postawy antysemickie i był podłożem antysemityzmu politycznego we Francji,  w Austrii, w Rosji,  w Polsce). Niemieccy duchowni, zarówno protestanccy jak i katoliccy, dystansując się od rasistowskiego antysemityzmu nazistów, nie wystąpili publicznie w obronie Żydów w okresie holocaustu.
Obecnie antyjudaizm w teologii i tolerowanie antysemityzmu są przez przeważającą większość kościołów chrześcijańskich uważane za niezgodne z duchem chrześcijaństwa.Przeciwko objawom antysemityzmu wypowiedział się papież Jan Paweł II w swoim przemówieniu w Synagodze Większej w Rzymie w dniu 13 kwietnia 1986.
W 1905 w Imperium Rosyjskim carska ochrana spreparowała broszurę Protokoły Mędrców Syjonu, opisującą rzekome korzyści dla narodu żydowskiego z inspirowania wojen, rewolucji i ruchów wywrotowych, propagowania takich idei jak darwinizm, marksizm, liberalizm, socjalizm, ateizm, prawa człowieka i powszechne prawa wyborcze, a także demoralizacji krzewionej przez kontrolowaną rzekomo przez Żydów prasę. Broszura ta, która początkowo miała na celu dyskredytowanie zagrażających caratowi ówczesnych ruchów politycznych i społecznych, stała się wkrótce biblią paranoicznej odmiany antysemityzmu, dopatrującej się we wszystkich działaniach wymierzonych w porządek społeczny wpływu Żydów, którzy posiadają rzekomo ukryte centrum polityczne, zmierzające do panowania nad światem za pomocą różnych makiawelicznych działań.
Antysemityzm osiągnął apogeum w latach 30., w niemieckiej III Rzeszy, gdzie był jądrem oficjalnej ideologii państwowej. Wprowadzono tam stopniowo serię ustaw ograniczających udział Żydów niemieckich w życiu gospodarczym i politycznym. Po 1939 rozpoczęto działania w celu wymordowania wszystkich Żydów w Niemczech i na terytoriach Europy kontrolowanych przez III Rzeszę. Na przełomie 1941 i 1942 w czasie konferencji w Wannsee zapadła decyzja o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Masowy mord około 6 milionów Żydów europejskich znany jest w historii jako Holokaust.
Hasła o charakterze antysemickim pojawiają się w publikacjach Marksa, który – choć sam był pochodzenia żydowskiego – postrzegał Żydów jako przedstawicieli klasy wyzyskującej. Później wątki antysemickie pojawiają się wielokrotnie w polityce państw nawiązujących do ideologii komunistycznej. Pierwsze akcenty antysemickie pojawiły się w ZSRR wraz z narastaniem konfliktu Trockiego ze Stalinem, podczas którego podkreślano fakt że ten pierwszy jest pochodzenia żydowskiego. W pewnym momencie propaganda stalinowska operowała wprost skojarzeniami "Żyd to trockista, trockista to Żyd".
Później pochodzenie żydowskie było w ZSRR wielokrotnie wykorzystywane do budowanie teorii spiskowych, wraz z wyliczaniem "typowo żydowskich nazwisk" lub nazwisk słowiańskich, które spiskowcy rzekomo przybrali jako pseudonimy dla ukrycia nazwisk żydowskich . W czasie wojny (1941–1945) działania antysemickie zostały wstrzymane, Józef Stalin stworzył nawet Żydowski Komitet Antyfaszystowski, który zajmował się propagowaniem pozytywnego obrazu ZSRR na Zachodzie, zwłaszcza w Stanach. Ale już w 1948 roku członkowie zostali aresztowani a w 1952 rozstrzelani pod zarzutem "kosmopolityzmu", który zastąpił zarzut "trockizmu". Prasa radziecka piętnowała intelektualistów pochodzenia żydowskiego, podając ich oryginalne nazwiska w nawiasach. Antysemickie akcenty (prześladowanie i mordowanie Żydów) w polityce ZSRR pojawiały się później wielokrotnie – np. w procesie lekarzy przed śmiercią Stalina.

Po ujawnieniu zbrodni hitlerowców na Żydach modny przed wojną w wielu kręgach otwarty antysemityzm przestał być społecznie akceptowany w krajach zachodnich. Niemniej treści antysemickie bywały rozprzestrzeniane pod płaszczykiem antysyjonizmu. Krytyka Izraela jako państwa żydowskiego nie jest tożsama z antysemityzmem, w najnowszej historii dochodziło jednak nieraz do wykorzystywania jej w celu dyskredytacji ogółu Żydów na świecie. Na przykład w Polsce Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, z poparciem przynajmniej pewnej części społeczeństwa, przeprowadziła w marcu 1968 ekspulsję polskich Żydów. Antysemityzm stracił też na popularności w innych częściach świata, choć nie zanikł całkowicie.
Nowym źródłem antysemityzmu po 1945 stało się powstanie Izraela i konflikt izraelsko-palestyński. Antysemityzm jest otwarcie popierany w wielu krajach arabskich i muzułmańskich.15 czerwca 2006 roku Parlament Europejski przyjął rezolucję, stwierdzającą, że Polska jest krajem zmierzającym do faszyzacji życia publicznego, oraz zarzucającą Polsce wzrost nietolerancji powodowanej antysemityzmem oraz rasizmem,  ksenofobią, i homofobią. Kontrowersje w łonie Parlamentu Europejskiego wzbudziła książka "Wojna cywilizacji w Europie", europosła Macieja Giertycha z LPR. Izraelskie MSZ uznało broszurę za rasistowską i antysemicką.
W 2011 Fundacja Wiedza Lokalna (której celem jest monitorowanie treści publikowanych przez internautów) przeprowadziła badanie forów internetowych działających przy portalach onet.pl, wp.pl i gazeta.pl pod kątem nasycenia postów słownictwem wyrażającym negatywne emocje. Wyniki wykazały, że najbardziej narażoną na słowne ataki internautów społecznością jest mniejszość żydowska.

piątek, 23 grudnia 2011

Czy wierzysz w świętego mikołaja?

Najważniejsze jest, by gdzieś istniało to, czym się żyło: i zwyczaje, i święta rodzinne. I dom pełen wspomnień. Najważniejsze jest, by żyć dla powrotu.
— Antoine de Saint-Exupéry


„Generalnie skrypt bazuje na dziecięcej teorii mówiącej o tym, że gdzieś istnieje sobie jakiś Święty Mikołaj, który przyniesie danej osobie prezent mający uwieńczyć jej życie. Ludzie na przyjście Świętego Mikołaja czekają przez różne okresy czasu – niektórzy 10 lat, inni -20, a jeszcze inni 60 lat zanim nie wpadną w rozpacz z powodu nieobecności Świętego Mikołaja”(Eric Berne).
Pierwowzorem postaci Świętego Mikołaja był biskup ubogiej i zaniedbanej diecezji Miry. Choć o jego życiu wiadomo niewiele, stał się on jednym z najpopularniejszych chrześcijańskich świętych na Wschodzie. Pozostał znany jako „cudotwórca”oraz patron kancelistów parafialnych, uczonych, lombardzistów, żeglarzy, małych chłopców, piekarzy, złodziei, podróżnych, dziewic pragnących wyjść za mąż, obrońcą dobytku przed wilkami i ogniem. Jedna z legend głosi, że w czasie klęski głodu biskup mieszkał u pewnego oberżysty, który nie mając mięsa, zamordował trzech chłopców. Pokrajał ich ciała i posolił zamierzając nakarmić nimi gości. Biskup wstrząśnięty tym uczynkiem, przywrócił chłopców do życia.
Inna historia związana z biskupem dotyczy pewnego człowieka, który popadł w nędzę i postanowił sprzedać swoje trzy córki do domu publicznego. Gdy biskup dowiedział się o tym, nocą wrzucił przez komin trzy sakiewki z pieniędzmi. Wpadły one do trzewików i pończoch, które owe córki umieściły przy kominku do osuszenia. Stąd podobno w krajach, w których powszechnie były używane kominki powstał zwyczaj wystawiania przy nich butów i skarpet. Tam, gdzie kominków nie było powstał zwyczaj wkładania dzieciom prezentów pod poduszkę.
Mimo wielu zalet opisywanych w legendach i opowieściach, kościół katolicki w 1969 roku oficjalnie zdjął biskupa ze spisu świętych, nie mogąc go uznać za postać autentyczną. Zezwolił jednak na kontynuowanie kultów lokalnych. W wielu krajach pozostał po nim symbol Świętego Mikołaja przynoszącego podarunki, które mają spełniać nasze najskrytsze marzenia. Jednocześnie, poprzez podarunki od Świętego Mikołaja, co roku bilansują się nasze „dobre” i „złe” uczynki .
Eric Berne, twórca Analizy Transakcyjnej, twierdzi, że „większość ludzi spędza całe życie w oczekiwaniu na Świętego Mikołaja lub któregoś z jego członków rodziny”. Każdy z dorosłych wierzy w swoje własne wersje Świętego Mikołaja, na których buduje swoją opowieść życia, swój scenariusz tego, jak ma wyglądać jego życie. Wiara w Świętego Mikołaja w naszym dorosłym życiu jest oparta na iluzjach „gdyby tylko” i „któregoś dnia”. Cały aparat iluzji działa jak system magiczny obiecujący nagrodę, dobrą wypłatę, skarb i spełnienie. Iluzje pociągają bardziej niż rzeczywistość, powodują porzucanie tego, co jest na rzecz tego, co mogłoby być, choć jest najmniej prawdopodobne. Na rzecz spełnienia iluzji potrafimy długo trwać w oczekiwaniu, w bólu, w toksyczności – bo za każdym oczekiwaniem stoi obietnica lepszego jutra i magicznej siły spełnienia.
Istnieją iluzje uniwersalne typu „jestem nieśmiertelny”, „jestem wszechmocny”, „nikt nie może mi się oprzeć”. Te iluzje w życiu dorosłym realizują się poprzez „wiedzenie lepiej”– czyli ciąg zachowań związanych z wiedzeniem co kto myśli, co czuje, co jest dla kogo dobre, kto w jakim kierunku pójść powinien, co jest prawdą a co nią nie jest.
Iluzje realizują się także poprzez ciąg zachowań typu „tylko ja”, czyli „tylko ja wiem, czego on potrzebuje”, „tylko ja mogę im to powiedzieć”, „tylko ode mnie mogą to przyjąć”, „tylko ja im zostałam”, kto jak nie ja wiem na czym to polega”, „kto jak nie ja może im pomóc”.
W nasze dorosłe życie przenosimy iluzje związane z rodzicielskimi przekazami typu „postępuj właściwie, a nic ci się nie stanie”, „rób, jak ci każę, a wszystko będzie dobrze”, „jeśli tylko się postarasz, to będę ciebie kochać”. Każdy z tych nakazów wiąże nas obietnicą spełnienia, ochrony, miłości i wprowadza nakaz porzucania własnych odczuć i decyzji na rzecz nieokreślonych, posiadających magiczną moc oczekiwań innych.
Moc iluzji tkwi w tym, że często działają na nas silniej niż realne bodźce. Im silniej są one związane z naszymi dziecięcymi doświadczeniami, z przekazami od ważnych postaci rodzicielskich tym bardziej działa nasz wewnętrzny nakaz ich wypełniania. Każde nasze poczucie , że „jeśli tylko się postaram, to może będę lepszy, bardziej kochany, zgrabniejszy, bardziej lubiany, mądrzejszy…” wzmacnia mechanizm nieakceptowania siebie i oddala nas od naszych autentycznych pragnień. Każda myśl, że „któregoś dnia… będzie lepiej, on przestanie pić, dziecko zrozumie mnie, wreszcie odpocznę, znowu będziemy szczęśliwą rodziną, skończą się kłopoty, stanę na własnych nogach” oddala nas od podejmowania decyzji, wkraczania na drogę zmian, weryfikowania swoich postaw.
Wiara w Świętego Mikołaja jest jak przystanek w życiu, na którym tkwimy latami wierząc, że już właśnie zaraz pojawi się ten, który da wypłatę za wszystkie lata czekania.
Póki jesteśmy dziećmi wiara w Świętego Mikołaja dodaje ekscytacji, buduje tajemniczy wymiar życia, cieszy. Jest ona spójna z magicznym typem myślenia dzieci i stanowi punkt przejściowy pomiędzy dziecięcą Arkadią a światem realnych wyzwań, zobowiązań i doświadczeń.
Trwanie w tej wierze w życiu dorosłym zamyka możliwość rozwoju oraz wpływania na własne życie. Konfrontacja z tym, że Święty Mikołaj nie istnieje może być dla wielu ludzi bolesna i szokująca. Pozbycie się iluzji grozi brakiem punktu odniesienia, poczuciem pustki, braku. Nie chodzi więc o pozbywanie się iluzji, lecz o ich zamienianie na realny obraz siebie i otaczającego świata. O weryfikację i konfrontację niesionych z przeszłości nakazów, o wsłuchiwanie się w siebie i w innych, o zawieszanie silnych przekonań na rzecz pytań, eksploracji sytuacji, w których jesteśmy zanurzeni. Im mniej w naszym życiu iluzji, tym więcej autonomii. Przerwanie iluzji o Świętym Mikołaju jest możliwe w każdym momencie naszego życia. Nie wystarczy jedynie wgląd w stare wzorce funkcjonowania, lecz ważna jest aktywność w kierunku zmiany tych wzorców na nowe sposoby zachowywania się, myślenia i odczuwania.

niedziela, 18 grudnia 2011

Ojczulek Stalin


O, Ty, któryś jest jasnym narodów słońcem,
Naszych dni słońcem niegasnącym.
Jaśniej świeci od słońca
Twa mądrość wszechogarniająca.


Aleksiej Nikołajewicz Tołstoj

Stalin dbał o własny wizerunek w społeczeństwie, przedstawiając siebie jako spadkobiercę Lenina. Zlecając służbie bezpieczeństwa wykrywanie nieistniejących spisków kontrrewolucyjnych, podsycał w społeczeństwie atmosferę ciągłego zagrożenia i niepewności. Jednocześnie kreował się na wodza narodu, co objawiało się ogromnym wpływem na życie społeczne i kulturalne.
Odkąd tylko Stalin doszedł do władzy miał manię prześladowczą. Wciąż uważał ze jest obserwowany i prześladowany przez obcych jak i przez współpracowników. Odnosił wrażenie ze zawiązało się kilka spisków, które maja na celu odebrać mu życie. Stąd też w Rosji zwiększono represje. Wzrosła liczba więźniów w więzieniach i łagrach, którzy umierali z powodu regularnych tortur, głodu lub chorób. Ten fakt z kolei świadczy o tym ze Stalin miał  zachwiania emocjonalne. W dzieciństwie był on ofiara przemocy rodzinnej- jego ojciec, który często wracał do domu pod wpływem alkoholu maltretował syna. Jak wiadomo dzieci bite często przenoszą złe nawyki po rodzicach i przepełnione agresja wyładowują napięcie na innych również bijąc bądź znęcając się psychicznie nad nimi. Jednak jak dużą dawkę agresji musiałoby dostać małe dziecko by skumulowała się ona do tego stopnia. Stalin nie miał litości dla innych bez względu czy byli to rodacy czy obcokrajowcy. Niewątpliwie ojciec Stalina wyrządził krzywdę fizyczna i w dużej mierze psychiczna zarówno swojemu dziecku jak i milionom, które Stalin bezwzględnie skazał na śmierć. Rosyjski szewc wychował swoje dziecko na prawdziwego potwora.
Żeby podkreślić jak bezwzględnym człowiekiem stał się Stalin przytoczę tu jego słowa, które wypowiedział podczas jednego z wystąpień: ”Tragedia to śmierć jednego człowiek a, zaś śmierć milionów to statystyka”.
Dużą rolą w stworzeniu osoby „Papy Stalina” odegrała propaganda. Zafałszowania historii w podręcznikach, wszechobecne portrety, posągi i rzeźby przedstawiające przystojnego, wąsatego człowieka o dobrotliwym uśmiechu stworzyły mit o Stalinie jako „ojcu narodu”. Stalin był niewyobrażalnym wprost megalomanem, chętnie przyjmującym hołdy. Z okazji 50. urodzin okrzyknięto go “wodzem światowego proletariatu”, później Stalina określano jako “dobrego, czułego, uwielbianego i kochającego dzieci”. W 1936 r. popularny był plakat Stalina z małą Galą Markizową na ręku. Nieco później jej ojciec został rozstrzelany jako wróg ludu, a matka zabiła się w więzieniu. W 1936 r. Ogłoszono Konstytucję Stalinowską, “najbardziej demokratyczną na świecie”. Stalin faktycznie był przepełniony spiskową obsesją na punkcie zagrożenia idei bolszewizmu oraz utraty władzy. Na gruncie prywatnym okazywał swoje oblicze cynika, pozbawionego jakichkolwiek zasad moralnych. Z czasem ludzie masowe aresztowania zaczęli tłumaczyć sobie nie srogością wodza, a winą samych siebie: ”skoro go wzięli no to pewnie musiał cos przeskrobać”.Ludzie mieli wpojone w umysły, że najgorszym wrogiem i najokrutniejszym są hitlerowskie Niemcy, a skoro Stalin wypowiedział im wojnę i chce bronić przed Hitlerem swojego narodu to znaczy, że jest najlepszym władcą, jakiego mogli sobie wyobrazić. Nagłośnienie i wyolbrzymienie zła Niemców odwróciło uwagę ludzi od tego jak krwawą ceną miało być przypłacone zwycięstwo.Same przemówienia Stalina nie były tak przepełnione pasją, jak te wygłaszane, a wręcz wykrzykiwane przez Hitlera. Mówił spokojnie z przemyśleniem, nie gestykulował i rzadko podnosił głos.Propaganda w połączeniu ze stałą groźbą prześladowań zrobiła ze Stalina półboga, to zjawisko nazwano później kultem jednostki.
Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili urodził się 8.12.1878 roku w Gruzji. Był synem szewca i praczki, dzieckiem słabym i chorowitym. Ojciec Iosifa był alkoholikiem i wiele przekazów mówi, że często go bił, co miało pewnie duże znaczenie na ukształtowanie jego psychiki. Uczęszczał do szkoły parafialnej a naukę kontynuował w seminarium duchownym, które ukończył z bardzo dobrymi wynikami. Pisywał wiersze, a 7 z nich zostało opublikowanych w gazecie "Iweria". Tuż po szkole zatrudnił się jako księgowy, ale długo nie popracował, gdyż musiał się ukrywać. Wstąpił do Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji i po roszadach partyjnych opowiedział się po stronie bolszewików. W 1912 roku na wniosek Lenina został zapisany do Komitetu Centralnego i Rosyjskiego Biura KC.
Na przełomie wieków Stalin rabował banki na południu Rosji, prowadził agitacje i czasami dokonywał zamachów.
Brał udział w rewolucji październikowej, po czym został ludowym komisarzem ds. narodowości. W 1919 roku przejął szereg obowiązków związanych ze sprawami personalnymi, co stało się źródłem jego potęgi.
Gdy w 1924 roku zmarł Lenin władzę po nim w Rosji przejął Iosif Stalin eliminując- zabijając przy tym współpracowników, którzy mogliby zagrażać przejęciu przez niego całkowitej władzy. Sam Lenin przed śmiercią wyraził swe obawy, co do Stalina, pisząc w liście do współpracowników:” Obejmując stanowisko sekretarza generalnego Stalin otrzymuje olbrzymią władzę. Nie jestem pewien czy będzie w stanie korzystać z niej z należytą ostrożnością”. Jednak członkowie partii zignorowali ostrzenia Lenina.
Stalin przedstawiał się jako spadkobierca Lenina i chciał kontynuować jego ideologie komunistyczna. Chwalił on pośmiertnie Lenina, wystawiał mu wiele pomników jednak głoszona przez niego ideologie nieco zmodyfikował dorzucając do niej ogromna dawkę terroru i kultu jednostki.

piątek, 2 grudnia 2011

Outsider (poza nawiasem)...


Jeśli potrafisz spędzić z kimś pół godziny w zupełnym milczeniu i nie czuć przy tym wcale skrępowania, ty i osoba ta możecie zostać przyjaciółmi. Jeśli zaś milczenie będzie wam ciążyło, jesteście sobie obcy i nie warto nawet starać się o zadzierzgnięcie przyjaźni.
— Lucy Maud Montgomery

Outsider, autsajder (z ang . outside, na zewnątrz) – człowiek pozostający na uboczu społeczeństwa , nieangażujący się bezpośrednio w bieżące sprawy. Termin ten narodził się prawdopodobnie w latach 60 XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Outsiderami nazywano hippisów. Takie zachowanie może być w pełni świadomym działaniem człowieka nie godzącego się na normy, zwyczaje, prawa lub mody aktualnie panujące w społeczeństwie, bądź wynikać z alienacji przez społeczeństwo jednostki niezdolnej do życia w grupie.

wikipedia



Oto obrazek, karta z talii Osho Zen Tarot (5 Tęcz, Monet, czy Pentakli albo Denarów) nazwana tu dodatkowo Outsider.  Pokazuje małe dziecko kurczowo kraty zamkniętej bramy żelaza, patrząc na kolory tęczy poza nią.  A oto jak sam Osho skomentowałó tę kartę : "Małe dziecko widoczne na tej karcie stoi przed bramą i spogląda przez nią. Dziecko jest bardzo małe i sądzi, że nie przejdzie przez bramę. Nie widzi, że brama nie jest zamknięta na łańcuch; wystarczy ją otworzyć. Opuszczeni czy wykluczeni poza nawias zawsze czujemy się jak małe, bezradne dziecko. Nic dziwnego, wszak to uczucie zakorzeniło się w nas mocno w najwcześniejszym dzieciństwie. Problem w tym, że z powodu tego głębokiego przekonania, uczucie to pojawia się w naszym życiu raz po raz, gra jak zepsuta płyta."Żyją we własnym świecie, inaczej niż wszyscy się noszą, za nic mają schematy, granice, stereotypy. Odmieńcy, nonkonformiści, dziwacy. Budzą nasze zdziwienie, a bywa, że i oburzenie. Więc chcemy ich zmieniać. A przecież tacy ludzie przydają światu kolorów i to oni popychają go do przodu.


Zjawisko bycia odmieńcem jest stare jak świat. Od kiedy istnieją systemy społeczne, które narzucają reguły postępowania, istnieją też jednostki, które te reguły łamią. Społeczeństwo zawsze dąży do ujednolicenia, natomiast do odmienności prą przede wszystkim artyści. Paul Verlaine, Jean Arthur Rimbaud, Marcel Proust, Jean Genet, Andre Gide, George Sand. Ich wielkość polega między innymi na tym, że zawsze występowali w obronie wykluczonych, sami będąc wykluczonymi. Świadomie bądź nieświadomie próbują przekroczyć granice wytyczone przez normy społeczne i żyć według własnych standardów. Taka osoba, która stara się żyć po swojemu, doświadcza, po pierwsze, oporu zewnętrznego ze strony środowiska, które źle ocenia kogoś, kto na przykład kosi w niedzielę trawę w ogrodzie, bo tego robić nie wolno.
Outsider przeżywa też – i to po drugie – opór wewnętrzny, który ma źródło w regułach i normach wpojonych jeszcze w dzieciństwie. Takie silne uwewnętrznione normy stara się bezwarunkowo wypełniać, a kiedy je łamie, ma z tego powodu poczucie winy. Strach, że zbliżenie  zobowiązuje nas do tego, że powinniśmy się otworzyć przed drugą osobą, oddać kawałek siebie i poświęcać więcej czasu przyjacielowi, a co gorsza, że ta osoba będzie od nas tego wymagać. To otwarcie spowoduje upadek naszego świata pełnego tajemnic, prywatnych spraw i zwiększonego czasu na własne przyjemności, a wiele osób nie potrafi tego porzucić dla drugiej osoby lub po prostu nie chce. Druga przyczyna to nieumiejętność postawienia się po jednej stronie. W przyjaźni jest tak, że wielokrotnie jesteśmy stawiani przed wyborem strony, przez pytania jak ,,co o nim sądzisz"? To jedno z trudniejszych pytań dla człowieka próbującego być sprawiedliwym i bezstronnym, nie chcącego nikogo urazić. Brak odpowiedzi lub jej sprytne pominięcie spowoduje spadek zaufania u drugiej osoby, co do naszych zamiarów, a bez zaufania przyjaźni nie zbudujemy.
To bardzo dziwne, ale w trakcie jednej z moich sesji terapeutycznych pojawiła się dokładnie taka sama (wypisz wymaluj) scena z mojego dzieciństwa. Kiedy byłam mała i mieszkałam z rodzicami na wsi, dorośli nie pozwalali mi wychodzić poza ogrodzoną posesji, z troski i lęku o to abym nie została rozjechana przez samochód. Bramka wyjściowa z podwórka prowadziła bowiem bezpośrednio na jezdnię. Pamietam siebie, patrzącą spoza zamniętego ogordzenia na dzieci bawiące się swobodnie po drugiej stronie ulicy w chałdzie piachu i tęskniłam do nich, do wspólnej zabawy. Jednak w głowie brzmiał głos rodziców o zakazie wychodzenia poza bramkę, o niebezpieczeństwie i konieczności bycia posłuszną.

Doszłam do wniosku, iż jest to jeden z wzorców, mechanizmów zapisanych w mojej podświadomości, który utrudnia mi nawiązywanie normalnych kontaktów z ludźmi, nieumiejętność swobodnej zabawy, nieufność i poczucie zagrożenia płynące ze świata zewnętrznego i dojmujące, nieuzasadnione poczucie towarzyszące mi przez dotychczasowe życie izolacji, bycia poza naiwasem normalnego życia i strasznej samotności. Jest to uczucie wręcz irracjonalne, nie spowodowane żadnymi realnymi okolicznościami, ale dla mnie jak najbardziej prawdziwe i cięzki do zniesienia.
Czasem mam ochotę po prostu z kimś pogadać i okazuje sie ze z nikim nie jestem na tyle blisko. Zwykle to ja pisze do kogos smsa, a nie odwrotnie i zwykle. Co jest nie tak? Jak to sie dzieje ze w kontaktach międzyludzkich zawsze znajde sie poza kręgiem wspólnych przyjażni.  Mam tak odkąd siegam pamiecia, od przedszkola. Im bardziej chcialam miec koleżanki tym wiecej dla nich robilam i tym bardziej mnie olewały.Teraz juz sie nauczylam szanowac siebie ale to outsiderstwo nadal mnie dosięga. Kończy się tak, że zadajęsię z innym outsiderem, tylko zwykle z takim którego nikt zupełnie nie lubi, a nie z takim który jest outsiderem z własnego wyboru. Gdzie jestklucz? Co jest nie tak? Nie umiem tego zrozumiec. Nie smierdze,ubieram się zwyczajnie, mało mówię i uważam się za osobę nieśmiałą, chociaż pewnie inni by tego o mnie nie powiedzieli. W pracy nie mogłam wbić sie do grupy, mimo iż wszystko było ok, to rozmawialiśmy głownie na temat pracy, o sprawach mniej służbowych rozmawiali tylko między sobą. O CO TU CHODZI ??? CO ROBIE NIE TAK?? Nie mam pojęcia. Nie chodzi o to ze jestem zrozpaczona i szukam przyjaciół, ale o ten fenomen, co sie do mnie przykleił nie wiadomo z jakiego powodu. Rozumiem że bardziej niż na reakcji otoczenia powinnam sie skupic na rozwoju wlasnym, szukaniu pasji, ekscytacji, odkrywaniu nowych lądów -wypełnieniu siebie. Treść w życiu przyciągnie gatunkowo podobnych ludzi?! Czyżbym zyła przeszłością i tym próbowała w jakiś sposób zaimponować. A może ten zwykły świat codzienności jest po prostu nudny? Potrzebuje kogoś z kim można wyskoczyć na kawę- nie faceta a kobiety, koleżanki, psiapsiuły do rozrabiania, ekipy do zrobienia wspólnego grilla, na wypad wakacyjny  na udanego sylwestra . Czemu o to tak trudno? Czemu jedni mogą a ja nie? zagadka stulecia dla mnie.
Z czego wynikaja moje zaniedbania w takim razie? Czy czując ten brak prawdziwej przynależności i majac dyskomfort z tego powodu jest szansa że znajdę coś co da mi prawdziwą radość, a przez to i wolność, niezależność od grupy, która prawdopodobnie potrzebna jest mi tylko dlatego, że ja sama jako jednostka nie istnieję ?

Samotność jest uczuciem wyobcowania, poczuciem braku towarzystwa. Prowadzi do przeżywania stanów przygnębienia, poczucia izolacji. Trwałe poczucie samotności wzmaga podatność na zaburzenia psychiczne i psychosomatyczne. Może także implikować uczucia depresyjne. Istotne jest, że samotność może dotykać nie tylko osób nieśmiałych i wycofanych, ale także takich, które z pozoru wydają się silne, ambitne, pewne siebie i zdecydowane. Samotność może się skrywać za niską samooceną, depresyjnym nastawieniem do świata czy ciągłym poszukiwaniem potwierdzenia siebie w oczach innych.  Samotność podnosi naszą podatność na choroby oraz zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci, a wszystko to, jest spowodowane gorzej funkcjonującym układem immunologicznym. Osoba samotna czuje się nieważna i nieinteresująca. Jest przekonana, że nikt nie ma ochoty na przebywanie z nią, rozmawianie, cieszenie się jej radościami czy pomoc w smutku. Poczucie samotności powstaje nie wtedy, kiedy nikogo koło nas nie ma, ale wówczas, kiedy myślimy o sobie, że jesteśmy: gorsi, niekochani, nieatrakcyjni, nudni, nieważni itd. Samotność jest skutkiem negatywnego nastawienia do siebie, do swojego życia i przyszłości. Powstaje wtedy, kiedy sądzimy, że aby być szczęśliwym, potrzebujemy innych ludzi.  Czujemy się samotni kiedy uważamy, że sympatia, miłość i uznanie innych jest nam niezbędne do życia.
Wiem, że nawet najbardziej kochający partner i grono najlepszych przyjaciół nie uchroni nas od samotności jeżeli sami nie postanowimy, że jej nie chcemy. Przekonanie, że się jest nieatrakcyjnym, mało inteligentnym, nieciekawym, niemającym w życiu celu nie zniknie w obecności drugiej osoby. Owszem, może na jakiś czas skryć się w nas trochę głębiej. Miłe słowa i bliskość drugiej osoby mogą stłumić nasze obawy, ale nie wyeliminują ich zupełnie. Prędzej czy później powrócą do nas i to ze zdwojoną siłą.
Siła do przezwyciężenia samotności tkwi tylko i wyłącznie w nas samych, to nasze nastawienie do siebie, do świata, innych ludzi i do przyszłości, która leży w naszych rękach.

piątek, 11 listopada 2011

Człowiek magiczny.


Arthur Charles Clarke
Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nierozróżnialna od magii.

Ludzie na co dzień myślący racjonalnie zaczynają wykorzystywać elementy myślenia magicznego gdy wszelkie weryfikowalne metody naprawiania rzeczywistości zawiodą. Np. gdy liczą na wyzdrowienie swoje lub swoich bliskich a medycyna konwencjonalna zawodzi. Badając podłoże wiary w przesądy czy magiczne moce, psychologowie i antropolodzy zwykle zajmowali się uzdrawiaczami, kulturami plemiennymi czy spirytualistami New Age. Jednak równie dobrze mogliby badać własnych sąsiadów, asystentów z laboratorium czy nawet kolegów-naukowców. Nowe badania wykazują, że nawyki tak zwanego magicznego myślenia - jak na przykład wiara w to, że źle życząc nielubianemu koledze czy krewnemu, można sprawić, że zachoruje - są znacznie powszechniejsze niż ludzie to przyznają.
Te nawyki mają mało wspólnego z wiarą religijną, która jest znacznie bardziej złożona. Magiczne myślenie leży u podstaw mnóstwa często niedostrzeganych drobnych rytuałów, które towarzyszą ludziom przez cały dzień.
Wydaje się, że potrzeba takich wierzeń jest zakorzeniona w mózgu - i nie bez powodu. Poczucie posiadania specjalnych mocy podtrzymuje ludzi na duchu w groźnych sytuacjach, pomaga łagodzić codzienne lęki i unikać cierpień psychicznych. W nadmiarze może zaś prowadzić do zachowań kompulsywnych lub łudzenia się. Ten obraz magicznego myślenia pomaga wyjaśnić, dlaczego ludzie uważający się za sceptyków trwają przy dziwnych rytuałach, które wydają się nie mieć sensu, oraz jak pozornie niewinny przesąd może stać się szkodliwy.
Gdyby skłonność do magicznego myślenia nie była niczym więcej niż czczym przesądem, to podczas bezlitosnej ewolucji człowieka powinna była ona zaniknąć u dojrzałych intelektualnie dorosłych.
Obserwator życia we współczesnej Polsce i na całym świecie dostrzega wiele przykładów wypowiedzi i tekstów oraz postępowania i postaw ludzi, które zawierają elementy magiczne i irracjonalne. Przypominają one praktyki uważane niesłusznie za atrybuty wyłącznie minionych czasów i plemion prymitywnych. Uważam je za normalną i naturalną część ludzkiego życia. Nie jest moim celem zawstydzanie tych którzy z neomagii często korzystają i potępienie całości tych zjawisk z perspektywy naukowej. Czasami mam krytyczny stosunek do konkretnych przykładów posługiwania się neomagicznymi praktykami i neomagicznym myśleniem, ze względy na szkody które powodują. W znacznej jednak mierze nie tylko są nieszkodliwe ale wyraźnie pomagają ludziom w życiu i w utrzymywaniu równowagi psychicznej.. Od początków ludzkiej historii człowiek pragnie posługiwać się tajemniczymi rodzajami mocy w celu wywierania wpływu na swoje życie, na świat i na innych ludzi. Wydaje się że to pragnienie pozostaje nadal żywe u schyłku XX wieku. Istnieją ludzie którzy dokonują czarów i ludzie którzy są czarowani. Odprawiamy czary na swój własny choć czasem niepoważny użytek ale istnieją również przykłady odprawiania czarów na wielką skalę i dla wielkich interesów. Praktyki neomagiczne możemy dostrzec w szpitalu i w polityce, w sztuce i w rozrywce, w mediach i w działaniach wielkich grup społecznych  Gdy zawodzą człowieka wiedza, doświadczenie nabyte w przeszłości oraz praktyczne umiejętności, pojawia się poczucie bezradności i niemocy. Zaczyna przeżywać niepokój i obawy oraz pragnienie zmiany swego położenia na lepsze. Uczucia te domagają się jakiegoś działania ale racjonalny ogląd własnej sytuacji pokazuje, że jest ona zbyt trudna, a więc staje się mało użyteczny praktycznie, ponieważ nie dostarcza nadziei.
Człowiek podejmuje więc działania zastępcze, które podsuwa mu wyobraźnia pobudzona przez lęk, pragnienia i nadzieję. Obejmują one symboliczne, metaforyczne lub przybliżone odtworzenie upragnionego celu i czynności, które pomogą ten cel osiągnąć. Bez tej zdolności wielu ludzi w szczególnie trudnych sytuacjach osobistych było by narażonych na lęk, rozpacz, dezorientację i utratę nadziei.
 Każdemu komu nie obca jest psychologia C.G. Junga znane jest zapewne pojęcie synchroniczności. Synchronicznością Jung nazywał korespondowanie ze sobą dwóch z pozoru odmiennych zjawisk na płaszczyźnie sensu. Owe dwa korespondujące ze sobą zjawiska mogą zachodzić równocześnie, lecz może im również towarzyszyć następstwo czasowe. Jako przykład zjawiska synchroniczności Jung opisuje przygodę swojej pacjentki, której śnił się skarabeusz. Gdy siedzieli w gabinecie próbując poprzez analizę dociec znaczenia owego symbolu, coś zaczęło delikatnie stukać za oknem. Jung podszedł wówczas do okna i wpuścił do środka uderzającego skrzydełkami o szybę owada. Owadem owym był żuk, a Jung wpuszczając go do pokoju rzekł: „Oto Pani skarabeusz”. Owo zdarzenie stało się podstawą do późniejszych doświadczeń i obserwacji, i właśnie temuż zdarzeniu zawdzięczamy pojęcie synchroniczności.
Synchroniczność była jednym z największych -  a zarazem najmniej zrozumiałych - odkryć Junga, po części dlatego, że nie można jej docenić nie doświadczając jej osobiście. Odkrycie Junga było dla psychologii tym, czym dla fizyki była teoria względności Einsteina. Zjawisko synchroniczności jest tak nie pasująca do naszego wyobrażenia o naturze rzeczy, a zarazem jej doświadczenie potrafi być tak inspirujące, że sam Jung zwlekał ponad 20 lat z publikacją swoich przemyśleń na ten temat. Jego wizja wszechświata synchronicznego zarazem zawierała w sobie linearną przyczynowość, znaną nam z codzienności, jak też i przekraczała ją w każdą stronę. Wszechświat synchroniczny zarówno równoważył jak i dopełniał zarazem naszą mechanistyczną wizję świata zbudowanego wzdłuż linearnej przyczynowości - dodając do niej komponent spoza czasu, przestrzeni. W chwili synchroniczności dwa skądinąd różnorodne światy - ten przyczynowy i ten nie przyczynowy - zazębiają się o siebie i przenikają zarazem. Z jednej strony jest to forma przejawiania się tych dwóch światów a z drugiej jest to forma manifestacji ich jedności. Synchroniczność  występuje kiedy wychodzimy z osobistego wymiaru naszego doświadczenia i wchodzimy do tego, co nazywa się wymiarem archetypowym. Zdaniem Junga w nieświadomości zbiorowej istnieje wiele różnych archetypów, takich jak archetyp narodzin, śmierci, odrodzenia, bohatera, dziecka, boga, demona, matki ziemi, starego mędrca, persony czyli maski itd. Archetyp cienia jest symbolem dualizmu dobra i zła, a także bezradności. Stanowi on uosobienie zwierzęcej strony naszej natury. Wyraża się w postaci szatana, obrazu piekła i idei grzechu pierworodnego. Już w dzieciństwie natrafiamy na jego sens pod postacią Baby-Jagi. Cień jest odpowiedzialny za pojawienie się w naszej świadomości i w zachowaniu społecznie nieakceptowanych myśli, uczuć i działań. Przed publicznym osądem ukrywa je persona, czyli nasza rola społeczna i zarazem maska.
Istota ludzka w ciągu całego swojego życia poszukuje nieustannie jego sensu. Nie chcąc żyć z dnia na dzień, ale w pełni i świadomie przeżywać własną egzystencję wie, iż największą jego potrzebą i najtrudniejszym zadaniem jest znalezienie celu. Dojrzałości do jej zrozumienia nie zdobywa się od razu, lecz w rezultacie długiego rozwoju i na podstawie przeżytych doświadczeń. Dążąc do odnalezienia głębszego sensu życia trzeba być zdolnym do wyjścia poza granice egzystencji egocentrycznej oraz wierzyć w możliwości wniesienia istotnego wkładu w swoje życie. Jest konieczne, jeśli chce się być zadowolonym z siebie i z tego, co się robi. Trzeba rozwijać własne zasoby wewnętrzne w taki sposób, by uczucia, wyobraźnia i intelekt wzajemnie wspierały się i wzbogacały.
Baśnie od początku ich powstania wykorzystywano w celu przekazania wiedzy, wzbogacenia doświadczenia oraz ukazania różnych wzorów myślenia i działania. Tak więc baśń –jak żaden inny typ literatury- jest nasycona swoistą, charakterystyczną tylko dla siebie symboliką i archetypami sięgającymi jeszcze czasów „przedszkola ludzkości”, których wpływ można odnaleźć niemal we wszystkich dziedzinach działalności człowieka. Najtrafniej potrzebę tę tłumaczy psychologia głębi, która –de facto- od dawna wykorzystuje baśnie jako materiał do swoich badań, wychodząc z założenia, że -ze względu na swoje starożytne korzenie- baśnie stały się integralną częścią naszej historii, kultury i nasz samych. Psychologia głębi podkreśla jednak przede wszystkim znaczenie baśni w aspekcie indywidualnym, jednostkowym; tymczasem baśń posiada przecież wyraźny wymiar uniwersalny i to właśnie ten wymiar podtrzymuje ciągłość naszej ludzkiej historii, kultury i sztuki.

poniedziałek, 24 października 2011

Duchowość ateisty...

Woody Allen
Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga - konstruktywną opozycją.

Kilka dni temu dowiedziałam się z Internetu, że jako osoba niewierząca nie posiadam duchowości. Stropiłam się. Przez całe życie żyję w błogim przeświadczeniu, że postawiłam na szlifowanie duchowości właśnie a tu masz babo placek. Postanowiłam złapać byka za rogi i zawalczyć o swoją duchowość. Wiem, "ulicy" nie przekonam, ale posprzątam trochę w pojęciach i przemieszam w hierarchii wartościowania duchowości z Bogiem i duchowości bez Boga. I tym samym zakłócę nieco stan samozadowolenia tych, którzy uważają, że wierzący ma duchowość niejako z automatu, a niewierzący bezdusznym automatem jest. Ateiści mogą wierzyć w wiele różnych rzeczy, ale nie wystarczy w coś wierzyć, żeby wyznawać religię. Można nawet wierzyć w Boga i nie wyznawać żadnej religii – jest się wtedy deistą. duchowość w sensie intelektualnym, kulturalnym, moralnym dostępna jest dla wszystkich i osoby wierzące również z niej korzystają, w różnym stopniu.  Niekiedy odnoszę wrażenie, że umysły wielu osób wierzących są polem bitwy, na którym duchowość głęboka ściera się z duchowością religijną – dogmatyczną, hamującą samodzielne myślenie, osłabiającą empatię, skłaniającą do stosowania przymusu wobec innych ludzi. Ateiści nie muszą prowadzić tej wewnętrznej walki. Nie znaczy to, że z góry dane jest im duchowe oświecenie, natomiast mają czyste przedpole tam, gdzie ludzie religijni muszą przebijać się przez gąszcz archaicznych wierzeń, zakazów i nakazów, zanim znajdą jakieś ziarno prawdy o świecie lub zdecydują się na zwykły odruch solidarności z drugim człowiekiem. Uduchowienie kojarzy się również z takimi uczuciami jak przyjaźń, miłość, zachwyt dla piękna bez trudu możemy tu udowodnić, że ten typ uduchowienia obywa się doskonale bez religii, zaś skłonności do takich zachowań (podobnie jak i do okrucieństwa) można wyprowadzić z biologii. Psychologia ewolucyjna opowiada nam znacznie więcej o podstawach moralności aniżeli wszystkie religie świata. Jeśli jednak założymy, że i dobro, i okrucieństwo jest w naturze, jaką rolę spełniły religie we wzmacnianiu pozytywnego wartościowania zachowań, które oceniamy jako moralne? Odpowiedź jest prosta: złożoną. Skłaniały do refleksji moralnej i służyły jako narzędzie wymuszania ładu społecznego. W równym stopniu wzmacniały zachowania, które określamy dziś jako moralnie pozytywne, jak i zachowania, które są dziś dla nas moralnie odrażające. Wspierały łagodność i wspierały okrucieństwo.
Chrześcijaństwo zaprzągnięte do celów politycznych z prześladowanej początkowo sekty stało się instrumentem władzy i odtąd podlegało prawom, jakie rządzą polityką, a tu, jak wiadomo, trudno rozdzielić, co jest prawdą a co propagandą, nawet jeśli jest to krótki okres czasu, a co dopiero dwa tysiące lat motania i zaciemniania. My przecież po ledwie czterdziestu latach nie jesteśmy w stanie dociec, czy Lech był Bolkiem, czy był wieloma Bolkami, a może jakieś Bolki chcą Lecha wrobić w Bolka… a co dopiero po dwóch tysiącach lat pracowitego gmatwania faktów i przeplatania ich z mitami.

Duchowość "transteisty", czyli kogoś, kto jest ponad wiarę, czy też poza wiarą w bogów, jest przede wszystkim wolna od mocowania się z bogami. A-teista jeszcze się ustawia w opozycji do Boga, transteiście do niczego to już nie jest potrzebne. Ateista (często jeszcze) neguje święta kościelne, jest antyklerykałem, boi się kościelnych rytuałów, symboli itd. itp. Tymczasem transteista traktuje święta kościelne jako (fajne, barwne, umilające życie) obrządki zgodne z tradycją społeczeństwa, w którym żyje. I tyle. Tylko tyle i aż tyle. Jednym słowem kościelne obrządki są pozostałościami tradycji religijnych, ale nie są równoznaczne z wiarą w Boga. I proszę, coraz więcej jest ludzi, którzy urządzają sobie święta, ale do kościoła już dawno nie chodzą, lub chodzą jeszcze do kościoła, ale już nie wierzą. Bo nie trzeba wierzyć w Światowida, żeby mieć frajdę z puszczania wianków na Wiśle. Nie musi się być wierzącym, żeby brać udział w pochówku w obrządku kościoła katolickiego (lub jakiegoś innego). Ale tak jak nie jestem przeciwna temu, że ktoś sobie wierzy w co sobie chce wierzyć, zgodnie z zasadą wolności sumienia, tak jestem absolutnie przeciwna temu, żeby jakakolwiek wiara stanowiła o prawie. To już jest autentycznym anachronizmem. Nie wyobrażamy sobie przecież nastania szariatu w kraju katolickim, prawda? Nie zapraszamy mułłów w turbanach czy szamanów odzianych w ptasie pióra i liście palmowe do dyskusji o nowych prawach w państwie, bo byłoby to niedorzeczne, czyż nie tak? Otóż dla mnie jest równie niedorzeczne, gdy na przykład o prawie do zapłodnienia in vitro dyskutuje ksiądz w sutannie. Śmieszne, jeżeli dyskutuje (przecież z góry wiemy, co powie, jakiej retoryki użyje), tragiczne, jeśli faktycznie wpływa na prawo w świeckim, czyli nowoczesnym państwie. Duchowość w Bogu musi pozostawać sprawą prywatną stawiającą na nią ludzi.
Ateizm w odróżnieniu od religii nie głosi swojej wyższości moralnej. Duchowość ateisty obywa się bez duszy i bez duchów, korzysta z piękna jakie pozwala nam odkrywać nasz umysł, ale odkrywając swoje biologiczne dziedzictwo, skłonności zarówno do zachowań altruistycznych, jak i okrutnych; ateista żyje w lęku przed ujajeniem umysłu duchowością opartą czy to na kiczowatych katechizmach, czy na kiczowatych książeczkach z myślami przewodniczącego Mao. Grozi nam nie tylko pokusa uduchowionego łajdactwa, ale i uduchowionej tępoty. Toksyczność barbarzyńskiej duchowości doskonale ogranicza możliwości poznania i komunikacji z innymi.
Ateizm nie eliminuje tych zagrożeń, może je zaledwie zmniejszać. Ateizm daje to, co odbiera religia – wolność myślenia, głęboką duchowość. Ateizm umożliwia dyskusję, sprzyja tolerancji, stwarza przestrzeń wyboru.Bunt przeciwko brakowi autentyzmu w czynnościach i postawach religijnych oraz tęsknota za prawdą odbrązowioną z tabu, które często , mimo dwudziestego pierwszego wieku , towarzyszy postawom religijnym.  Natomiast nasz ateizm dwudziestego pierwszego wieku często rodzi się już w naszych rodzinach , które deklarując swoją religijność( np. katolickość) nie przeżywają postaw religijnych. Traktują je jako swego rodzaju polisę ubezpieczeniową . Lepiej pójść w niedzielę do kościoła , lepiej w piątek nie jeść mięsa, lepiej,lepiej,….. I tak lepimy swoje wątpliwości i lęki przed Bóstwem , którego z własnego lenistwa nie chcemy poznać .Nie przeżywamy postawy religijnej ponieważ swoje czynności religijne wykonujemy ze strachu , automatycznie , bo tak wypada i jeszcze może ze stu tysięcy innych powodów ale żaden z nich nie ma właściwego odniesienia do Boga. Idę do kościoła bo chcę się spotkać z Bogiem , który jest treścią mojego życia i motorem moich postaw i postępowania. Przestrzegam postów i nie jem w piątek czekolady, którą uwielbiam bo czynię to jako wyraz mojego poświęcenia Bogu. Nasza religijność stała się bardzo mechaniczna i daleka od Ewangelii .
Proponuje bardziej psychologiczne ujęcie duchowości, zgodnie z teorią wielowymiarowości ludzkiej inteligencji. W tym ujęciu duchowość to niejako rozszerzenie inteligencji emocjonalnej, a więc polegającej na świadomości i możliwości kontroli własnych odczuć i emocji, a także rozpoznawania ich (i modyfikowania) u innych. Tak rozumiana duchowość oznacza więc pewną zdolność jednostki do widzenia sensu życia, kierowaniu się w nim jakimś zinternalizowanym systemem wartości. Mówi się tu także o samoświadomości, umiejętności pokonywania cierpienia i bólu, wyrzeczeniach i temu podobne.
Idąc tym tropem - pytanie o duchowość ateisty jest błędne - każdy ma ją w mniejszym bądź większym stopniu.

niedziela, 16 października 2011

Zrobiłam sobie test...


Katarzyna Grochola
Nie wydaje mi się, żeby człowiek musiał być pesymistą. Chyba że ktoś żyje gdzieś daleko, w jakimś kraju, w którym jest obrzydliwie dobrze, wesoło, ciepło, bogato - to bardzo proszę, wtedy maleńka dawka pesymizmu jest wskazana, dla zachowania równowagi, zdrowia psychicznego oraz harmonii.
Co innego, kiedy żyjemy tu i teraz. Tutaj jest potrzebna potężna dawka optymizmu, z tych samych powodów. To znaczy dla zachowania równowagi w przyrodzie.
Skaczę se po blogach, tu i tam swą zakutą pałę wsadzam i znalazłam link do testu:
http://www.psychologia.net.pl/testy.php?test=soc, to se i go zrobiłam. Jak zrobiłam, to się nie ucieszyłam...

Bo i z czego, oto mój wynik:

75

"Twój wynik oznacza, że zarówno świat zewnętrzny jak i siebie samego, swoje emocje, potrzeby i postępowanie postrzegasz jako niezrozumiałe, nieuporządkowane, niespójne i niejasne. Przyszłość zazwyczaj wydaje Ci się nieprzewidywalna.

Jeśli nawet próbujesz przewidywać przyszłość, jawi Ci się ona w czarnych barwach. Lękasz się, że najprawdopodobniej nie będziesz umieć poradzić sobie z problemami, jakie może przynieść życie. Nie wierzysz w to, że wszystko ułoży się dobrze, przeciwnie - obawiasz się, że życie może stać się nie do zniesienia. Nie dość, że sam (-a) sobie z nim nie radzisz, ale także nie spodziewasz się znikąd pomocy, bo uważasz, że nie możesz liczyć na nikogo.

Nie masz także motywacji do działania. Nie czujesz, by życie miało sens, ani, by przynajmniej część problemów, jakie niesie życie, warta była wysiłku, poświęcenia i zaangażowania. Problemy zniechęcają Cię do życia, spostrzegasz je jako piętrzące się przeszkody nie do przebycia, a nie jako wyzwania, które warto podejmować.

Podsumowując, świat jest dla Ciebie nieprzewidywalny i niezrozumiały; wymagania stawiane przez życie wydają się nie do spełnienia; zaś próby spełnienia tych wymagań wydają Ci się niewarte wysiłku i zaangażowania.

Twoja postawa wobec życia może owocować niską odpornością na choroby, a także może mieć negatywny wpływ na długość Twojego życia. Oprócz większej podatności na choróby somatyczne, istnieje także duże prawdopobieństwo, że cierpisz na zaburzenia emocjonalne, takie jak depresja, czy nerwica.

Jest też prawdopodobne, że prowadzisz niezdrowy tryb życia. Być może nadużywasz alkoholu, używek (kawa, herbata) leków lub innych substancji psychoaktywnych, niewłaściwie lub nieregularnie się odżywiasz, palisz papierosy i nie uprawiasz żadnego sportu dla zdrowia.

Istnieje także zwiększone ryzyko, w porównaniu do innych osób, że Twoja sytuacja rodzinna pozostawia wiele do życzenia. Być może jesteś żoną lub mężem osoby uzależnionej od alkoholu, ofiarą przemocy fizycznej lub słownej agresji. Jeśli masz dzieci, istnieje większe ryzyko, że sam (-a) zachowujesz się wobec nich agresywnie. Możesz mieć także tendencje autoagresywne, takie jak myśli samobójcze, próby samobójcze i samouszkodzenia.

Jeśli powyższa interpretacja jest trafna, zachęcamy Cię do poszukiwania pomocy psychologicznej.

Pamiętaj także, że wyniki tu uzyskane mają jedynie wartość informacyjną i nie mogą zastąpić indywidualnej diagnozy psychologicznej, ani diagnozy lekarskiej.

Jeśli chcesz uzyskać więcej informacji o Kwestionariuszu Orientacji Życiowej i porównać swój wynik z wynikami różnych grup osób, przeczytaj artykuł
"Poczucie koherencji, a zdrowie i choroba w koncepcji A. Antonovsky'ego" . " - czytaj tu:
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=65
A oto statystyczne wyniki innych:
Zestawienie dotychczasowych badań kwestionariuszem SOC-29
<><><><><> <><><><><> <><><><><>
Grupa
LiczebnośćPoczucie
koherencji
- średnia
1. kobiety z zespołem depresyjnym (Warszawa) [1]  13 99
2. pacjenci z zaburzeniami nerwicowymi (Warszawa) [1]  36102
3. pacjentki z zaburzeniami nerwicowymi (Warszawa)[1]  54109
4. współuzależnione kobiety przed terapią współuzależnienia [4] 105118
5. pielęgniarki z łódzkich szpitali [2]1023125
6. robotnicy fabryczni stanu Nowy Jork [3] 111133
7. studenci amerykańscy [3] 336133
8. grupa kontrolna zdrowych mężczyzn (Warszawa) [1]  31136
9. próba reprezentatywna mieszkańców Izraela [3] 297136
10. współuzależnione kobiety po terapii [5]  53139
11. grupa kontrolna zdrowych kobiet (Warszawa) [1]  38139
12. współuzależnione kobiety pół roku po terapii [5]  53139
13. amerykańscy magistranci psychologii [3]  59140
14. słuchaczki Studium Pomocy Psychologicznej (pracownice odwyku) [4]  66141
15. pracownicy służby zdrowia w Edmonton [3] 108149
16. studenci szkoły oficerskiej w Izraelu [3] 338160

Czyli ze mną jest tragicznie, o Dżizys...

czwartek, 29 września 2011

Życie to nie teatr...

Piotr Łuszcz
Życie to teatrzyk, nikt się nie ogląda, każdy patrzy jak zdobyć główną rolę.

Mężczyzna w życiu powinien zrobić trzy rzeczy: zbudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo. To niemalże jego życiowy obowiązek, warunek sukcesu i samorealizacji. Rzeczywistość wydaje się być zupełnie inna, wskazując niejako na konflikt ról społecznych. Postępująca emancypacja powoduje, że rola kobiety nie musi być jej przypisana, a może być osiągana. . Dotychczas głęboko zakorzeniona w tradycji rola Polki – Westalki domowego ogniska przechodzi metamorfozę. To Ona coraz częściej wybiera projekt domu, majsterkuje, tapetuje, układa płytki w łazience.   Obserwując obraz współczesnej kobiety, zarówno w mediach jak i życiu codziennym widzimy, że stara się ona dostosować do obecnych realiów. Przede wszystkim liczy się wygląd. Ważne jest, aby kobieta była zadbana i zadowolona ze swojego wyglądu. Dzięki temu zyskuje pewność siebie. Oprócz tego oczekuje się, że będzie posiadała odpowiednie wykształcenie, a „ języki obce nie będą jej obce”. Poza tym kobieta nowoczesna to taka, która potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji.
Jak widać taki wizerunek kobiety, aktywnej, wszechstronnie uzdolnionej, gotowej sprostać wszelkim wyzwaniom jest bardzo pozytywny. Niestety z punktu widzenia samych zainteresowanych, czyli nas kobiet, może się to okazać bardzo trudne. Nie każdy potrafi zaplanować cały dzień, tak aby pogodzić pracę z obowiązkami domowymi. Wyzwaniem jest także to, aby każdego dnia wyglądać znakomicie, mieć czas na fryzjera czy kosmetyczkę. Jak to powiedział Picasso...” Istnieją dwa rodzaje kobiet: boginie i wycieraczki.” Skupmy się na tej drugiej części wypowiedzi tego słynnego malarza. Wycieraczki...cóż możemy przez to rozumieć? Zapewne są to kobiety, które sprzątają, gotują, ogólnie rzecz biorąc, zajmują się ogniskiem domowym. Chyba ta rola kobiet w dzisiejszych czasach nie uległa, zaznaczam nie uległa przedawnieniu. Nadal istnieją takie kobiety dla których zajmowanie się domem to priorytet, zaliczając do niego rodzenie dzieci i ich wychowanie, męża, gospodarstwo.

Odgrywając w rodzinnym teatrze życia kilka ról, będąc jednocześnie żoną, matką i córką – mamy do wykonania bardzo trudne zadanie, bo jedne z tych funkcji stoją czasem w opozycji do innych. Prosty przykład: z psychologicznego punktu widzenia córka, która wyszła za mąż, staje się przede wszystkim partnerką swojego męża. Choć nie przestaje być dzieckiem swojej matki, to jest nim już w drugiej lub trzeciej kolejności. Rzadko komu udaje się gładko zmienić swoją życiową rolę. Wymaga to czasu i pracy.
Nazbyt poważnie podchodzimy do dramatu życia i utożsamiamy się z rolami, jakie odgrywamy, zamiast starać się odkryć, kim jesteśmy niezależnie od naszych ról. 

Życie dokładnie przypomina przedstawienie, na które składa się tragedia i komedia, tajemnica i przygoda.  Od dzieciństwa po ostatnie tchnienie człowiek nieustannie, świadomie i nieświadomie, odgrywa swoją rolę w widowisku życia. 
Kiedy wykształcimy w sobie nawyk odgrywania rozmaitych ról, dochodzi do tego, że utożsamiamy się ze światem i z sytuacjami, w jakich się znajdujemy. 
 W teatrze życia człowiek uczy się świadomie grać podwójną rolę.  Jeseśmy obywatelami dwóch światów, świata wewnątrz i na zewnątrz nas.  Dobry aktor zachowuje się tak, aby w żadnych okolicznościach nie tracić równowagi.  Zachowanie spokoju ducha jest kluczem do udanego odgrywania dramatu życia. 
 Przychodzi czas, kiedy wszystkie te  małe dramaty i radości życia przestają być ważne i aktor rozmyśla o zmierzeniu się z nieznanym.  Czasem nieznane budzi w nim lęk, innym  razem odczucia rozczarowania tym, co znane.  To przełomowa chwila.  Wielu godzi się z porażką, ale są tacy, którzy postanawiają pójść śmiało naprzód, zgłębić i odsłonić rzeczywistość.


Zakładamy maski, aby sprawiać wrażenie że jesteśmy silni, kiedy jesteśmy słabi, kiedy mamy wrażenie że sobie nie poradzimy, kiedy wewnętrznie walczymy ze strachem, ze łzami. Zakładamy maski aby sprawiać wrażenie obojętnych w sytuacji kiedy tak naprawdę cierpimy. Zakładamy maski w wielu, wielu sytuacjach osobistych, aby przekonać innych, że wszystko jest o key, w rolach społecznych przekonujących innych, że jesteśmy kompetentni, niezastąpieni.
Jaki naprawdę jestem

Nie daj się zwieść przeze mnie. 
Wyraz mej twarzy niech cię nie zmyli 
Bo tysiąc noszę masek, a żadna nie jest mną. 
Sprawiam wrażenie, że jestem spokojny, 
że wewnątrz mnie i na zewnątrz świeci słońce 
i nie ma zmarszczek. 
Ale nie wierz mi, proszę! 
Pod tym wszystkim, w zamieszaniu, 
samotności i strachu 
Mieszka moje prawdziwe "ja". 

Ukrywam to jednak. Nie chcę by ktoś o tym wiedział. 
W panikę wpadam na samą myśl o tym, 
że ujawnić by się miała słabość ma i strach. 
Maskę więc stwarzam gorączkowo, by za nią się skryć. 
Niech mi pomoże udawać, 
osłoni przed wzrokiem, który wie... 
Lecz takie spojrzenie - świadom jestem tego 
Zbawieniem moim jest właśnie 
Zbawieniem moim jedynym, 
Jeśli temu spojrzeniu towarzyszy 
Przyjęcie mnie jakim jestem, 
I miłość. 

Tego ci wszakże nie mówię. Lękam się, nie śmiem. 
Boję się, że za tym spojrzeniem nie podążają 
akceptacja i miłość. 
I tak zaczyna się masek parada, 
a życie fasadą się staje. Gawędzę z tobą leniwie, 
w tonach uprzejmych powierzchownej rozmowy. 

Mówię wszystko, co naprawdę jest niczym. 
Nic z tego, co we mnie jest wszystkim, co we mnie łka. 
Rutyny więc słowom nie daj się zwieść. 
Uczciwie mówię, nie cierpię ukrywania 
Posłuchaj proszę uważnie! 
I próbuj usłyszeć to, czego nie mówię. 

Wierz mi, chciałbym być sobą, spontaniczny i szczery, 
Lecz trzeba, byś mi dopomógł. 
Musisz trzymać wyciągniętą swą dłoń, nawet wówczas, 
gdy zdaje się, że to ostatnia rzecz, której pragnąłbym 
Za każdym razem, gdy jesteś uprzejmy, 
łagodny i pełen zachęty, 
Me serce skrzydeł dostawać zaczyna, 
malutkich, słabiutkich. 
Twą wrażliwością, współczuciem i mocą zrozumienia 
Życie tchnąć we mnie możesz Chcę byś to wiedział. 

Stwórcą osoby, która jest mną, być możesz 
jeśli się zdecydujesz. 
Tylko Tyś w stanie usunąć mą maskę, 
przerwać mur, za którym się trzęsę. 
Proszę, nie omiń mnie. 
Powiedziano mi kiedyś, że miłość od murów silniejsza. 
I tego się uczepia moja nadzieja 
Obal proszę, te mury silnymi, ale delikatnymi rękoma. 
Bo dziecko to bardzo wrażliwe. 
Kim jestem? Zdziwisz się pewnie, 
że to ktoś, kogo dobrze znasz. 
Każdym ja jestem Mężczyzną i każdą Kobietą, 
których spotykasz. 


Autor nieznany

niedziela, 25 września 2011

Czy jestem feministką?


Nienawidzą mnie, bo jestem Żydówką i feministką, zwłaszcza feministką.

Kazimiera Szczuka


Na pewno mam feministyczne poglądy, trudno mi mówić, że kimś jestem, to zaraz tak człowieka szufladkuje. Kolejna rola do zagrania. A ja trochę wiem na ten temat i tak z głębi serca wiele feministycznych poglądów jest mi bliskich. Mam takie marzenie, że gdybym była w związku z mężczyzną, chciałabym byśmy obowiązki domowe wypełniali po równo. W końcu nie każdy facet umie naprawić telewizor czy wytapetować mieszkanie. Dlaczego więc każda babka ma perfekcyjnie śmigać z mopem czy oblegać kuchnię w celu pitraszenia. Jako kobieta samotna, muszę sama radzić sobie z remontami, usterkami, naprawą sprzętu RTV i AGD i jakoś przezyłam. Gotować nie znoszę, do kuchni najlepiej wchodziłabym by zrobić herbaty i całe życie się odchudzam. Wyprać potrafię czasem tak, że rzeczy mają tęczowe nadruki. Więc dlaczego miałabym robić za gospochę? Faceta to już raczej mieć nie będę, pogodziłam się z tym. Kiedyś całe życie poświęcałam marzeniu o poznaniu tego kogoś i tym sposobem wikłałam się w toksyczne związki, a miałam ich parę. Próbowałam być księżniczką, matką polką, ladacznicą i kucharką. Nic to nie dało. Teraz jestem sobą i straciłam szansę na dumne bycie we dwoje. Mam dwa psy, które śpią w łożku, wiem, że mało który mężczyzna to toleruje, jestem za tym by najlepiej miał on swoje lokum, ja mam bowiem kawalerkę i mi samej tam ciasno, a co dopiero z kimś. Nie mam zamiaru już rodzić dzieci, chociaż teoretycznie mogłabym. Mam Maksia i to mi wystarcza, zaspokaja mój instynkt macierzyński. Zawsze w życiu dawałam sobie doskonale radę sama, zdobyłam wyższe i podyplomowe wykształcenie, otrzymałam swego czasu intrantą posadę, jeżdziałam po świecie i rozwijałam zainteresowania. Większość moim byłych zarabiało mniej ode mnie. Nie potrafię ustępować mężczyźnie, drażni mnie u faceta brak oczytania, zarozumialstwo i niedouczenie. Cóż, szkoda tylko, że na stare lata nie będzie z kim trzymać się za ręce...




środa, 7 września 2011

Po co mi mój pies (a właściwie dwa psy) ;)?


Na początku Bóg stworzył człowieka, ale widząc go tak słabym, dał mu psa" - /Alfons Toussenel/
Ostatnio w jednym z miesięczników przeczytałam artykuł dotyczący zjawiska posiadania przez Polaków dużej ilości psów. Autor zastanawia się dlaczego tak jest i rozważa różne koncepcje. Jestem szczęśliwą posiadaczką psa, kolejnego już, dlatego także się nad tym zastanowiłam.

Tradycyjny obrazek rodzinnej szczęśliwości promowany w mediach, zwłaszcza w reklamach, to tata, mama, dwoje dzieci i pies. Dlaczego jednak nasze schroniska są tak przepełnione, prawodawca nie robi nic w kierunku poprawy zwierząt maltretowanych, a ludzie potrafią "ukochanego pupila" zostawic w lesie przywiązanego do drzewa. Nikt chyba nie zna odpowiedzi na te pytania.

Jestem osobą, która żyje sama, nie założyłam rodziny. Jako dziecko zawsze marzyłam żeby miec psa. Rodzice nigdy nie chcieli się na to zgodzic.Kiedyś, jako mała dziewczynka, przyniosłam do domu szczeniaka. Został on po pewnym czasie oddany do schorniska przez rodziców, bo sikał w mieszkaniu. Jako osoba dorosła, posiadająca swoje lokum, nie mogłam zdecydowac się na posiadanie psa, ponieważ pracowałam, wyjeżdżałam i odpowiedzialnie obawiałam się, że nie poradzę sobie z obowiązkami wobec zwierzaka.
Kiedy zamieszkałam z moim obecnie eks narzeczonym, wzięliśmy sobie psa. W dwie osoby łatwiej było zapiewni mu należytą opiekę. Facet odszedł, a pies pozostał. I tak jest do dziś.  Niektórzy mówią, że jako stara panna, do tego bezdzietna, mam przynajmniej do kogo "gębę otworzyc", a stara panna podobno często ma jakiegoś zwierzaka. :) Jest w tym wiele prawdy, nie zaprzeczam.

Wolę mojego psa od wielu ludzi. Od nich zaznałam krzywdy, zawodu, a pies kocha mnie bezinteresownie. Mam o kogo dbac, nie marudzi i pójdzie ze mną na spacer np. nad morze. Nie kuszą go inni właściciele /jak moich byłych nowo poznane panny/, wybrał mnie, a ja jego i tak już chyba pozostanie. Trochę ironizuję w tym swoim pisaniu, ale wolę humorystycznie podchodzic do swojej samotności. Dośc już uzalania się. Życie ma byc radosne.

A właśnie mój pies daje mi radośc. Może jakis psycholog czy terapeuta skrytykowałby mnie i stwierdził, że mój pies stał sie dla mnie niezastąpioną, bliską istotą, pocieszycielem, powiernikiem i oparciem. Kimś kto mnie kocha, robi to wspaniale i cudownie okazuje. Pokazuje tą miłośc całym sobą. Niezależnie od wszystkiego wita mnie z radością. Jego uczucie do mnie jest bezwarunkowe i wielkie. Jest częscią mojej autoterapii na depresję i lekiem na samotnośc.

Są mu obce gierki i manipulacje. Kocha i już. Okazuje swoje potrzeby, nie czeka, aż się domyślę czego on chce. Ja wiem, że mam trudności z dawaniem i przyjmowaniem, w związku z czym często odsuwam się od innych, uciekam. Z psem bliskośc jest mi łatwiejsza, on niczego nie żąda. Nie zaznaję dotyku innych ludzi, a on śpi mi na kolanach, bawi się ze mną jak dziecko, liże mnie po twarzy, a ja zanurzam twarz w jego futrze.

Tak, to prawda przyznaję się do tego wszystkiego bez bicia. Ale chcę akceptowac siebie taką jaką jestem w rzeczywistości, a moje życie pokochac takim jakie ono jest, dośc ściemy. Dodam tylko, iż naukowo dowiedzione zostało, że pies to świetny terapeuta. Ludzie chorzy, starsi i opuszczeni, niepełnosprawne bądż opóźnione w rozwoju dzieci -mając przy swoim boku psa, są weselsi i pełni chęci do życia. Czując się akceptowanymi, ważnymi inaczej podchodzą do codziennych problemów, łatwiej im pokonywac bariery jakie napotykają w życiu.

Ciepło ciała psa, miękkośc jego sierści sprawia, że mięsnie rozluźniają się, ustępuje napięcie, a organizm wydziela endorfiny. Myślę, że dzięki mojemu psu staję się bardziej otwarta na innych, wyzwalam swoją kreatywnośc, przełamuję lęki, wyzwalam spontanicznoścw okazywaniu uczuc.