Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia, nie znana tęsknota za spełnieniem się w innych rolach, smakowanie ciała i duszy jeszcze nie poznanej. Odkrywać trzeba do końca.
— Barbara Rosiek

niedziela, 16 października 2011

Zrobiłam sobie test...


Katarzyna Grochola
Nie wydaje mi się, żeby człowiek musiał być pesymistą. Chyba że ktoś żyje gdzieś daleko, w jakimś kraju, w którym jest obrzydliwie dobrze, wesoło, ciepło, bogato - to bardzo proszę, wtedy maleńka dawka pesymizmu jest wskazana, dla zachowania równowagi, zdrowia psychicznego oraz harmonii.
Co innego, kiedy żyjemy tu i teraz. Tutaj jest potrzebna potężna dawka optymizmu, z tych samych powodów. To znaczy dla zachowania równowagi w przyrodzie.
Skaczę se po blogach, tu i tam swą zakutą pałę wsadzam i znalazłam link do testu:
http://www.psychologia.net.pl/testy.php?test=soc, to se i go zrobiłam. Jak zrobiłam, to się nie ucieszyłam...

Bo i z czego, oto mój wynik:

75

"Twój wynik oznacza, że zarówno świat zewnętrzny jak i siebie samego, swoje emocje, potrzeby i postępowanie postrzegasz jako niezrozumiałe, nieuporządkowane, niespójne i niejasne. Przyszłość zazwyczaj wydaje Ci się nieprzewidywalna.

Jeśli nawet próbujesz przewidywać przyszłość, jawi Ci się ona w czarnych barwach. Lękasz się, że najprawdopodobniej nie będziesz umieć poradzić sobie z problemami, jakie może przynieść życie. Nie wierzysz w to, że wszystko ułoży się dobrze, przeciwnie - obawiasz się, że życie może stać się nie do zniesienia. Nie dość, że sam (-a) sobie z nim nie radzisz, ale także nie spodziewasz się znikąd pomocy, bo uważasz, że nie możesz liczyć na nikogo.

Nie masz także motywacji do działania. Nie czujesz, by życie miało sens, ani, by przynajmniej część problemów, jakie niesie życie, warta była wysiłku, poświęcenia i zaangażowania. Problemy zniechęcają Cię do życia, spostrzegasz je jako piętrzące się przeszkody nie do przebycia, a nie jako wyzwania, które warto podejmować.

Podsumowując, świat jest dla Ciebie nieprzewidywalny i niezrozumiały; wymagania stawiane przez życie wydają się nie do spełnienia; zaś próby spełnienia tych wymagań wydają Ci się niewarte wysiłku i zaangażowania.

Twoja postawa wobec życia może owocować niską odpornością na choroby, a także może mieć negatywny wpływ na długość Twojego życia. Oprócz większej podatności na choróby somatyczne, istnieje także duże prawdopobieństwo, że cierpisz na zaburzenia emocjonalne, takie jak depresja, czy nerwica.

Jest też prawdopodobne, że prowadzisz niezdrowy tryb życia. Być może nadużywasz alkoholu, używek (kawa, herbata) leków lub innych substancji psychoaktywnych, niewłaściwie lub nieregularnie się odżywiasz, palisz papierosy i nie uprawiasz żadnego sportu dla zdrowia.

Istnieje także zwiększone ryzyko, w porównaniu do innych osób, że Twoja sytuacja rodzinna pozostawia wiele do życzenia. Być może jesteś żoną lub mężem osoby uzależnionej od alkoholu, ofiarą przemocy fizycznej lub słownej agresji. Jeśli masz dzieci, istnieje większe ryzyko, że sam (-a) zachowujesz się wobec nich agresywnie. Możesz mieć także tendencje autoagresywne, takie jak myśli samobójcze, próby samobójcze i samouszkodzenia.

Jeśli powyższa interpretacja jest trafna, zachęcamy Cię do poszukiwania pomocy psychologicznej.

Pamiętaj także, że wyniki tu uzyskane mają jedynie wartość informacyjną i nie mogą zastąpić indywidualnej diagnozy psychologicznej, ani diagnozy lekarskiej.

Jeśli chcesz uzyskać więcej informacji o Kwestionariuszu Orientacji Życiowej i porównać swój wynik z wynikami różnych grup osób, przeczytaj artykuł
"Poczucie koherencji, a zdrowie i choroba w koncepcji A. Antonovsky'ego" . " - czytaj tu:
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=65
A oto statystyczne wyniki innych:
Zestawienie dotychczasowych badań kwestionariuszem SOC-29
<><><><><> <><><><><> <><><><><>
Grupa
LiczebnośćPoczucie
koherencji
- średnia
1. kobiety z zespołem depresyjnym (Warszawa) [1]  13 99
2. pacjenci z zaburzeniami nerwicowymi (Warszawa) [1]  36102
3. pacjentki z zaburzeniami nerwicowymi (Warszawa)[1]  54109
4. współuzależnione kobiety przed terapią współuzależnienia [4] 105118
5. pielęgniarki z łódzkich szpitali [2]1023125
6. robotnicy fabryczni stanu Nowy Jork [3] 111133
7. studenci amerykańscy [3] 336133
8. grupa kontrolna zdrowych mężczyzn (Warszawa) [1]  31136
9. próba reprezentatywna mieszkańców Izraela [3] 297136
10. współuzależnione kobiety po terapii [5]  53139
11. grupa kontrolna zdrowych kobiet (Warszawa) [1]  38139
12. współuzależnione kobiety pół roku po terapii [5]  53139
13. amerykańscy magistranci psychologii [3]  59140
14. słuchaczki Studium Pomocy Psychologicznej (pracownice odwyku) [4]  66141
15. pracownicy służby zdrowia w Edmonton [3] 108149
16. studenci szkoły oficerskiej w Izraelu [3] 338160

Czyli ze mną jest tragicznie, o Dżizys...

sobota, 15 października 2011

Zgubić dziecko...


Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym.
Phil Bosmans

Na całym świecie 25 maja to dzień zaginionego dziecka.Jest to także dzień solidarności z cierpiącymi rodzicami, którzy do dziś nie odnaleźli swoich zaginionych dzieci. Koordynatorem działań w Polsce jest ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych.
W Polsce co trzy dni ginie bez wieści dziecko, które nie skończyło siedmiu lat (115 w 2007 roku). Codziennie ginie dwoje dzieci w wieku 7 – 13 lat (805 w 2007). Każdego dnia policja przyjmuje zgłoszenia o 10 zaginionych nastolatkach w wieku 14-17 (3710 w 2007). Większość tych zaginięć wyjaśnia się, ale nie wszystkie szczęśliwie. Po każdym roku kilkadziesiąt spraw pozostaje niewyjaśnionych. Kilkulet­nie dzieci giną, ponieważ dorośli źle nimi się zaj­mują. Dziecko jest niezwykle ruch­liwe i ciekawe świata, więc nawet chwila nieuwagi opiekuna może się skończyć nieszczęś­ciem. Dziecko jest pon­adto małe – może się łatwo zgu­bić w tłu­mie (np. w cen­trum handlowym).

Właśnie czytam książkę "Głębia Oceanu" autorstwa: Jacquelyn Mitchard.
Na nie więcej niż pięć minut zostawiła Beth Cappadora swego trzyletniego synka Bena pod opieką starszego brata, siedmioletniego Vincenta. W ciągu tych pięciu minut Ben zniknął bez śladu. Mimo wysiłków policji przez następne dziewięć lat nie udało się rozwiązać tej ponurej zagadki, która zrujnowała rodzinne życie Beth, jej męża i drugiego syna. I nagle po owych tragicznych dziewięciu latach, zdarzyło się coś, co wprowadziło do ich mrocznego, lodowatego świata bólu i poczucia winy nikły promyk nadziei. Niezwykle wysoko oceniana przez krytykę i czytelników książka łączy fascynującą, pełną zagadek intrygę z głęboką psychologiczną refleksją. To przejmująca opowieść o rodzinie dotkniętej nieszczęściem, o jej rozpadzie - i odrodzeniu. Książka ta niezwykle mnie poruszyła. Wyobraziłam sobie jakbym czuła się gdyby zaginął nagle Maksio... i przejął mnie chłód lęku nie do opisania. Weszłam nawet na blog : http://bezsladu.blogspot.com/2011/05/gdzie-sa-te-dzieci.html i zobaczyłam, że takie rzeczy jednak się zdarzają. Straszne...

 

piątek, 14 października 2011

Leniwe, jesiene dni... (ciągną się jak papier toaletowy).



A za oknami jesień – młodopolska dama
w woalu szaromglistym przechadza się sama,
umarłe drzewa żegna, zwiędłe liście liczy
– pamiątki snu o lecie, minionych słodyczy…


Anna Maria Kowalczyk

Od poniedziałku jestem "bezrobotna", siostra zachorowała i jest na zwolnieniu, jest więc w domu z dziećmi. Nudzi mi się więc strasznie, staram się zabijać nudę :), ale jakoś nie za bardzo się daje. Leżę całymi dniami na łóżku i czytam. Bo co niby mam innego robić. Trochę jestem zaziębiona, a na dworzu zrobiło się już dość zimno i deszczowo. Jak bardzo szkoda mi minionego lata, uwielbiam je. Przeczytałam już w tym tygodniu około czterech książek, dwa razy byłam u dzieci i siostry. Wybrałam się nawet na wykład inauguracyjny do Akademi Trzydzieści Plus. Nie był zbytnio ciekawyy.
Z całą pewnością mam jakąś odmianę bulimi. Moje całe życie kręci się wokół jedzenia. Albo się odchudzam poprzez drakońskie diety albo obżeram do nieprzytomności i zaburzeń gastrycznych. Jedzeniem kompensuję sobie złe samopoczucie, niezadowolenie z życia, poczucie bezsensu wszystkiego, co mnie otacza. Potem mam strasznego kaca moralnego, jak alkoholik po zapiciu. Obiecuję sobie, że nigdy więcej, a już nastepnego dnia lecę po słodycze. To takie zamknięte koło, nie wiem jak to zmienić. Nie mam pojęcia. Przecież biorę leki, chodzę na terapię i nic...
Nie jestem otyła, w sumie ciągle na granicy nadwagi i wagi prawidłowej. Ale co z tego jeśli jestem w stanie zaakceptować siebie jedynie przy wadze 69 kg, a ważę 75.
Nie umiem sobie tego logicznie przetłumaczyć.
Dlaczego podejrzewam bulimę, skoro nie wymuszam wymiotów? Po prostu nadużywam środków przeczyszczających, a to także rodzaj bulimicznego zaburzenia. Tak gdzieś czytałam.
Generalnie jestem jak zwykle zdołowana, smutna, znudzona i do doopy. Pozdro...

niedziela, 9 października 2011

Sen


Sen, każdy sen, jest jak psychoza. Ze wszystkim, co do niej należy: pomieszaniem zmysłów, szaleństwem, absurdem. Taka krótkotrwała psychoza.
— Janusz Leon Wiśniewski 

poniedziałek, 3 października 2011

Taki jeden test...



Robert Bly
Charakterystyczną cechą współczesnej psychologii jest kojarzenie wszystkiego, co się da, z matką. Zarówno Freud, jak i Jung byli maminsynkami, a nasza psychologia od nich się wywodzi.
Test Rorschacha, test plam atramentowych, Ro - test projekcyjny, stworzony w 1921 roku przez szwajcarskiego psychoanalityka Hermanna Rorschacha. Na podstawie testu wnioskuje się o nieświadomych treściach psychicznych, cechach osobowości i zaburzeniach psychicznych (jest on używany w diagnozie klinicznej).
Test składa się z 10 tablic z plamami atramentowymi (5 szaroczarnych, 2 szaroczerwone i 3 kolorowe). Tablice prezentuje się osobie badanej, która opowiada, co na nich widzi. W odpowiedziach bierze się pod uwagę:
  • interpretowany obszar (całość, części)
  • determinantę odpowiedzi (kształt, barwa, pozorny ruch)
  • poziom formy (zgodność obrazu z bodźcem)
  • treść (ludzie, zwierzęta etc.).
Mierzony jest także czas reakcji na poszczególne tablice. Wypowiedzi są klasyfikowane według klucza, na podstawie którego tworzony jest tzw. psychogram. Test Rorschacha uchodzi za narzędzie rzetelne, natomiast jego trafność jest przedmiotem dyskusji, ze względu na dużą dowolność interpretacji wyników i brak należytej walidacji

Test ten jest przedmiotem mojej wielkiej fascynacji. Kojarzy mi się z kartami Tarota. Zawiera dziesięć plansz z dziwacznymi rysunkami, w którym każdy widzi co innego. Każda plansza symbolizuje inną sferę osobowowści i na podstawie  indywidualnej interpretacji rysunku przez badanego, psycholog zbiera wiedzę o pacjencie. Kiedyś chodizłam prywatnie do terapeuty i robił mi ten test. Powyższa plansza symbolizowała moje relacje z matką. Zauważyłam w niej dwie osoby uprawiające paintball. Faktycznie moje relacje z mamą przypominają się takie ciągłe przepychanki, jakąś walkę.

Ta ostatnia dotyczyła mojego ojca i relacji z mężczyznami. Okazała się się, że postrzegam ich jako jakichś dziwnych, monstrualnie śmiesznych olbrzymów. Nieporadnych i słonowatych. Coś w ten deseń,  to było już dawno i mało pamiętam.

sobota, 1 października 2011

Czy zabijanie nudy to morderstwo?


Antoni Kępiński
Nuda i pośpiech z psychologicznego punktu widzenia mają wiele cech wspólnych. W obu czas obecny jest przeszkodą, chce się go [...] najszybciej pokonać.
Tak spędzam wolny czas: z zimną krwią zabijam nudę...