Czasami rodzi się we mnie jakiś głód życia, nie znana tęsknota za spełnieniem się w innych rolach, smakowanie ciała i duszy jeszcze nie poznanej. Odkrywać trzeba do końca.
— Barbara Rosiek

piątek, 3 sierpnia 2012

Azunia vel Sara wyszła z ZK.



Ratując jednego psa, nie zmienimy świata...ale świat zmieni się dla tego jednego psa.


autor nn


Właśnie wróciłam ze schroniska. Sytuacja ułożyła się następująco:w poniedziałek znalazłam Azunię. Nie mogłam o niej zapomnieć. We wtorek udałam się do schroniska i obgadałam z kierownikiem sytuację prawną Azuni jako psa zagubionego, okazało się że ma wszczepionego czipa. W świetle prawa ma własciciela i jest on za nią odpowiedzialny. Za interwencję schroniska musi zapłacić 60 coś złotego, a każdy kolejny dzień pobytu psa w tej placówce kosztuje 8 zł. Nie może też być suczka przez nikogo adoptowana do czasu orzeczenia przez sąd pozbawienia prawa własności, a w praktyce takie sprawy ciągną się i z dwa lata. Gdyby właściciel się jej zrzekł pisemnie, musi zapłacić za to miastu kolejną stówkę, czyli ogólnie nieciekawie. Widziałam Azunię za kratą i jej skamlenie doprowadziło mnie do łez. W środę zadzwoniłam do schronu, podjąwszy uprzednio świadomą decyzję, że jeżeli właściciel nie będzie miał kasy na jej wykup, opłacę mu tą kwotę. Pan kierownik powiedział, że właściciel ma tylko 60 zł, bo jest bezrobotny, z tego co ja w poniedziałek ustaliłam na osiedlu, to jest zwykły "chlorek". Ale miłość suczki do niego, powaliła mnie na łopatki. Dostałam do niego numer komórki i zadzwoniłam. Umówiliśmy się na dziś przed schronem. Okazało się, że mogą być problemy z wydaniem pieska, ponieważ nie ma świadectwa szczepienia na wściekliznę. Może jestem głupia, że wydałam 50 zł na cudzego psa i zapłaciłam za jego pana pijaka, który do tego nie umie go upilnować. Ale widząc radość psa i... tego człowieka, za ten widok dałabym i więcej, jak by było trzeba, opłaciłabym też i szczepienie. Po prostu, bezcenne. Samo zdarzenie. Pies (ma na imię Sara) i jego pan byli w siódmym niebie, że mogą razem wrócić do domu. A ja? Cóż, ja przez tą chwilę byłam naprawdę szczęśliwa.

9 komentarzy:

  1. Bardzo rzadko to się zdarza, aby ktoś tak postąpił w ten sposób jak Ty postąpiłaś. Masz dobre serce , jesteś czuła i wrażliwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serce mam dobre, na razie EKG w normie...

      Usuń
  2. ale ten facet nie szukał swojego psa?
    Dziwne... chociaż alkoholik... to wiele tłumaczy...heh... tylko mam nadzieje, że nie będzie powtórki z "rozrywki" :/

    u mnie kolejny wpis, kolejna sprawa. Pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukał podobno dwa dni, a potem zadzwonił do schroniska...

      Usuń
  3. Sam zadzwonił? To niby dlaczego Ty musiałaś bawić sie w detektywa?
    Niemniej jednak mam nadzieje, że sytuacja sie nie powtórzy. Sunia w ogóle wysterylizowana? Żeby przypadkiem szczeniaków nie było...
    Mam sąsiada alkoholika, on ma kota i ten kot często mu "ucieka" i wędruje po klatce, a nawet bloku....
    Dlatego obawiam sie, że sytuacja może sie powtrzać, a Ty nie masz w obowiązku pilnowania jego psa... obawiam się że sytuacja innym razem może nie zakończyć się happy endem...

    pozdrawiam i zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja szukałam z psem po osiedlu właściciela i rozpytatywałam mieszkańców. Oni nie wiedzieli dokładnie czyj to pies, jedynie zwidzenia widzieli, że to suczka pijaka. Tylko tyle zabawiałam się w detektywa, dopiero w schronie odczytali wałSciciela w chipie. Wysłali do niego straż miejska, ponieważ on nie ma telefonu. Straż go jednak nie zastała. Dopiero kiedy on poszedł spytać na Policje, czy nikt nie zgłaszał odnalezienia jego psa, oni odparli, że nie, ale podali mu numer do schorniska, on tam zadzwonił w środę i dowiedział się że suczka tam jest od poniedziałku. Nie jest wysterylizowana i raczej on jej nie wysterylizuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że ta sytuacja może się powtórzyć, ale to już nie mój problem. Tyle co mogłam to zrobiłam, nie chciałam aby ten pies siedział za kratą, strasznie cierpiał psychicznie, tęskniąc za panem, a ja się przyczyniłam do uwięzienia go tam. Mogłam go nie ruszać, może suka sama by go znanazła, wórciła do domu, czy on by ją znałazł. Nie ma ona u niego źle, jest, czysta, odżwyiona i srasznie się obydwoje kochają, widziałam to na własne oczy, ma ją już 6 lat i jakoś żyją. A tak skazałabym ją na kilka lat schronu, a może i do końca jej dni.

      Usuń
    2. tak masz sporo racji.... Ale dziwi mnie, że w azylu jej nie "ciachnęli". Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o ochronie zwierząt nie wolno rozmnażać psów nie rasowych, a ten nawet nie wgląda na rasowego....

      pozdrawiam i zapraszam

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń